[Litwa] Wilno w marcu


Link 29.03.2007 :: 23:14 Komentuj (2)


Anioł pod św. Anną





"Ze wszystkich stylów ostanie się gotyk".





Na drugim brzegu Wilenki - dzielnica Zarzecze





Kenesa za żelazną bramą





Wąwóz ulicy



 

Poranne pustki





Cerkiew św. Paraskiewy





Miasto kopuł i wież





Przechodnie





"Zabić smoka los ci każe, żebyś trafił na ołtarze".





Modernizm na Rossie





"...kiedy kosa już w ruchu, a pokosy sprzedane..."





Zarzecze





Cerkiew św. Mikołaja



Niedzielny ranek w miasteczku niedużym - Zarzecze





Pustki... a w tym czasie w  centrum Wilna gwar Kaziuków





[Okolice Krakowa] Pożegnanie marca z wysokości siodełka


Link 31.03.2007 :: 21:39 Komentuj (5)
Niewtajemniczonych
informuję, że miejscem akcji są dość szeroko rozumiane okolice Krakowa,
czas - koniec marca, a środkiem lokomocji jest niezawodny Corratec
X-Trail Cross.







Już koło Skały Kmity zaniebieszczyło się od przylaszczek.







Przy sobocie po robocie. Jak zwykle w takich okolicznościach pelna gotowość do kontaktu i dyskusji.







Rzadki widok. Jakie to miasteczko?







Na   zakręcie ( jakkolwiek to interpretować).







Słodkie fijołki. Fijoły?







Lubię wiejskie, stare kapliczki. Ta jest umieszczona wysoko na lipie, niczym ptasia budka w Woli Kroguleckiej.







Solidny osiemnastowieczny piaskowiec w Brodach za Skawiną.







Takie kapliczki są charakterystyczne dla terenów położonych na południe od Krakowa.







Na szkle malowane - rzadko spotyka się ten typ kapliczek w Malopolsce.







Przydomowy krzyż w Kobylanach.







Sady w obłokach.







Z dala od głównych dróg można spotkać jeszcze takie domki.







Wapienne ostańce w jurajskich dolinkach mogą przy uruchomieniu dużej dawki wyobraźni stanowic namiastkę Tatr.







Wiosna i tyle.







"To moja droga..."







Śledziennica, hmm...







Szerokie horyzonty.







A to jest miodunka.



 



Drogą, dróżką, bezdrożem... Za horyzont i za kolejny, przed siebie.



[Tatry] Księżyc nad Kościeliskiem... i nie tylko.


Link 04.04.2007 :: 11:56 Komentuj (4)





Kolejna pełnia nad Giewontem









"Jeszcze śniegi w górach leżą, a krokusy zdobią zbocza..."







Wiosenne wietrzenie







"Tam bujny bez w ogródku pachnie w wiosennym stylu"... ale na to należy jeszcze poczekać kilka tygodni.













W dolinach już wiosna









Grzybki toworzą swe czarcie kręgi









Lejowy Potok...









...a nad nim zakwitły lepiężniki,









a cytrynek zapędza się do zapylania,









...nie jest w tym osamotniony









...poza trzmielami wystartowały i pszczoły.





W roli przebisniegów.





Szlakiem, ścieżką, wilczym śladem.









Popołudniowe pussstki w Chochołowie









Chochołów -kapliczka na szkle malowana to, czy kościół?




Obserwacje wydarzeń









"Trochę starsze znów się stanie to, co młode".




 Kolejny ulubiony Jaś z Chochołowa (pozdrawiam!), tym razem
Nepomuk. Tyłem stoi do Czernego Dunajca, a kto ciekawy, dlaczego, niech
uruchomi google.









A ten Nepomuk już zakopiański.









Kto by tam siedział w Zakopanem, gdy Kościelisko czeka.









Kościelisko z Butorowego. To zdjęcie jest czytelne tylko w oryginalnym rozmiarze.









Drewniany kościół, Szeligówka - Kościelisko








Palmowa Niedziela











Rocznica







2 kwietnia, godzina 21.37.  Na szczycie Giewontu zapłonęła wielka watra.



_______________________



I już tylko góry.



























[Malopolska] Świąteczna wędrówka


Link 09.04.2007 :: 23:38 Komentuj (1)
Pussstki świąteczne... tylko zielenią
się oziminy, zakwitły tarniny, powiało chłodem, a brzegów rzek
niezmiennie pilnują przed powodzią osamotnieni Nepomukowie.



 
Obfite plony zagwarantowane.







Drewniany Nepomuk z Czchowa



Więcej o Nepomukach i dlaczego to jest ciekawe







Tarnina







Z laskowskiej drogi







Florian z Tymowej







Drewniany kościół z XVI w Lipnicy Murowanej, z rewelacyjnymi polichromiami.



Więcej: Leonard







Nepomuk z Tymowej Nepomuki - czym to się je







Kamienny krzyż w Muchówce na rozstajach dróg.







Św. Wojciech z Muchówki







Kanina







Ulica japońskiej wiśni, niech Ci się przyśni co jakiś czas.



[Dolina Prądnika] Na tym świecie jam tylko przechodzień...


Link 13.04.2007 :: 23:29 Komentuj (3)
...więc wesoło mi machnij ręką
(Sergiusz Jesienin).

Dzisiejszy tytuł zawdzięczam jednemu z
internetowych znajomych.





No to kilka kwietniowych obrazków z wysokości siodełka, z okolic Krakowa.

Dzisiaj tu, jutro tam...






Moja droga, a naprawdę to tzw. królewska droga, z Ojcowa w górę, do Smardzowic.









W okolicach Krakowa jeszcze często można spotkac takie domy. Ten stoi w Tyńcu.









Zapachniało ziemią. Prądnik Korzkiewski









Czajowice kończą się tą właśnie kolorową kapliczką. Dalej już tylko las.









"Bo ja jestem, proszę Pana, na zakręcie...", czyli droga z Ojcowa do Pieskowej Skały.









"Na wyspie granitowej (...) stoją wieże zamku"... a naprawdę, to jest calkiem ineczej.




Zamek w Pieskowej Skale









Pod zamkiem właśnie trwają żabie gody









Ropuchy masowo migrują przez ruchliwą szosę i giną setkami, mimo założonych ochronnych siatek.









Rozpanoszyły się w Dolinie Prądnika bobry, owijanie folią pni ma zapobiec budowaniu żeremi.









Zawilce, ostatnia chwila, by je zobaczyć w tym roku.









Kaplica zbudowana na wodzie









Jak nie da się ruszyć w Tatry, jedzie się w dolinki jurajskie...









Będkowice









Kapliczka w Chrosnej, stoi obrócona tyłem do drogi. Ktoś wie, dlaczego?









Taki sobie pejzaż nad Doliną Będkowską.









Figura Jana Nepomucena z 1755 roku, stojąca w przydomowym ogródku w
Aleksandrowicach, jeden z najpiękniejszych i najlepiej zachowanych
Nepomuków, znanych mi osobniście.




 




Dom w Będkowicach. Pewnie już za kilka lat go nie będzie.









Opactwo Benedyktynów w Tyńcu









Tyniec z drugiego brzegu









Tak to właśnie wygląda: rower i droga.




Pozdrawiam Tego, Kto dobrnął do tego obrazka.



[Na zachód od Krakowa] "Tak - po prostu: ten las i ta chwila". (Julian Tuwim)


Link 17.04.2007 :: 21:12 Komentuj (2)
Kilka 
obrazków z ostatnich paru dni. Każdy był w jakiś sposób dla mnie
istotny, niekiedy przywoływał wspomnienie, a czasem tylko chciało się
zatrzymać "ten las i tę chwilę" ulotną i podzielić nimi z Tobą.



Niestety ta wielkość zdjęć powoduje straty czytelności, ale
poprzez dwukrotne kliknięcie można je powiększyć do oryginalnego
rozmiaru.













Okna tego domu w Lachowicach patrzą na południe.











A to juz widok ze wzgórza znad Lachowic.











Na rozstajach.











W Lachowicach jest piekny, pachnący starym drewnem kościół











Kościół w Lachowicach











Ta dziewczynka z Kurowa chciała mi dać szczeniaka. Szczęśliwie uciekł.











Pod sklepem w Wołowicach.











Alter ego.











Wiosna.











Rybna. Mily domek pogodnych ludzi.











Kto to mówił, że nie lubi mark(i)etów?











W okolicach Krakowa można jeszcze spotkać takie wciąż używane spichlerzyki - ten od lat stoi w Przegini Duchownej.











Traktory zdobędą wiosnę.











Udalo się wypatrzeć Tatry - z tego wzgórza, co to się na nie mozolnie pedałuje z Rybnej.











Młody sad.











Puszcza Dulowska (dlaczego to ma niby byc "puszczą"?) i mój wierny
niezawodny towarzysz - to dla tych, którzy domagali się portretu roweru.











Coś dla MiłKol. Pozdrawiam! Linia do kamieniołomu porfiru przecina Las
Krzeszowicki, czasem nawet zdarza się, że przetacza się tamtędy pociąg
towarowy... Niestety szeroki tor.











Zalas. Na rozstajach oczywiście błękitna kapliczka.







Pod lasem.







Tak czasem wygląda małopolska wieś. Cholerzyn.











Piekary. Niedzielny mecz z widokiem...











A to już opactwo benedyktynów z bliska.











Klasztor tyniecki.











Starorzecze Wisły w Tyńcu.











I na koniec bombonierka dla Andrzeja.



Ci wszyscy ludzie, którzy poszli precz...


Link 18.04.2007 :: 21:44 Komentuj (5)
...z naszego życia, z naszego życia,

to także nasza rzecz, nie tylko ich to rzecz...

(Jacek Kaczmarski)







Porządkowałam zdjęcia. Oto ludzie, z którymi zetknęłam się na mgnienie w różnych miejscach i o różnym czasie.











Samuel Goldenberg i Szmul na krakowskim Kazimierzu.







Spotkanie w Kieżmarku, napierw nieufność...







.. a później zaproszenie do domu.







Kieżmark, popoludniowe wystawanie w bramach.







Braszów. Szkoda,że tego nie słychać.







Shigishoara - dzieci wszędzie podobnie łatwo nawiązuja znajomości.







 Wesoły pogrzeb gdzieś w Transylwanii - wszystkie te kobiety (wdowy) były radosne



 i roześmiane.







Na wileńskiej ulicy...







...i pod kościołem Piotra i Pawła.







Ojciec i syn w Żarnesti.







Weselni muzykanci w Transylwanii.







Deser w Lewoczy...







...i w Ruzomberku







Na przystanku w Chochołowie.







W PKSie z Chochołowa.







Harnaś z Witowa







Ojciec z synem







I mama z córeczką.







Kozak na ul Grodzkiej. Kraków.







Krems - sprzedawca kasztanów.







Hafciarka w Branie. Mówila nieco po polsku, jej pradziadkowie przyjechali do Rumunii z Podkarpacia.







Sisters. Rasnov.







Festyn w Kobylanach.







Pogoda ducha. Witów.







Augustów. Miej uszy i oczy otwarte.







Za głośno.




Uważność.



Stróże porządku.



Po festynie. Augustów.



Augustowskie noce.



Do zobaczenia.



[Jurajskie dolinki] Takie nic


Link 23.04.2007 :: 19:01 Komentuj (7)
Spytał mnie ktoś niedawno, co takiego
widzę w obtłukiwaniu się po wyboistych drogach, wpychaniu się w leśne
błotniste ścieżki, błądzeniu po przysiółkach w poszukiwaniu
jarmarcznych kapliczek, uwiecznianiu walących się chałup. Co jest
atrakcyjnego w zrywaniu się o świcie, by popedałować gdzieś w
upale lub mżawce, a czasem zmęczyć się do zdechu...

Kto nie spróbował, pewnie nie zrozumie. Reszcie nie muszę tłumaczyć.



 

Gdzieś na górce daleko od Krakowa.



bsp;

Ta kapliczka pilnuje rzeczki Skorutówki w Bieńkówce. Wiesz, gdzie to jest?



 

"W tańcu pracy pszczoły na urodzaj liczą".

 

Ten Michał wzbudził moją natychmiastową sympatię  swoją baletową figlarnością.


 

Gdzieś w okolicy Harbutowic.



 

Powietrze było kryształowe i Jedynie Słuszne Góry widoczne, jak na wyciągnięcie ręki.

 

Lubię takie kwietniowe, prześwietlone lasy.



Rzeżucha łąkowa w okolicy Trzebuni.

 

Droga z Trzebuni w kierunku Harbutowic.

 

Nepomuk sułkowicki.

 

Wyrazisty bolechowicki Nepomuk porasta mchem.

 

W lesie przekwitają wczesnowiosenne kwiaty, zakwitają kolejne. Ciekawe, kto z Was wie, co to jest za Tajemniczy Kwiatek.

I już został odarty z tajemniczości. Jest to miesiącznica roczna

 

Lubię tego Floriana. Ma łydki rowerzysty :-p

 

Popas w starym sadzie.

 

Pszczoły się cieszą, alergicy przeciwnie.

 

Kończy się dzień. Milo spotkac w drodze bratnią duszę.

 

Na miedzy. Kraków juz blisko.

Znienacka cichcem nadchodzi,

tajemniczy...

...Wieczór.



[Beskid Niski i Bieszczady] Ślady (cz.1. )


Link 04.05.2007 :: 16:02 Komentuj (4)
Ślady tych, których już nie ma. Subiektywne spojrzenie na to, co za chwilę minie. Kilka dni w Beskidzie Niskim i Bieszczadach, cz. 1.
Aproposik wątły: niedawno ukazała się w Polsce książka Martina Pollacka Po Galicji.

Ryszard Kapuściński tak o niej pisał: ...Po Galicji jest
i nie jest reportażem literackim, jest i nie jest esejem historycznym,
jest i nie jest książką z antropologii kulturowej. Nie jest, ale
zarazem jest tym wszystkim jednocześnie. I to na sposób nowatorski i
znakomity.


Jeśli będziesz mieć okazję, zerknij na tę książkę. Bardzo warto.










Magura Wątkowska





Droga do Dukli





Rynek w Jaśliskach





Kotań





Kotań, dawna cerkiew greckokatolicka pod wezwaniem Kosmy i Damiana.





Droga do Chmielu





Bystre








Przed wojną większość mieszkańców Lutowisk stanowili Żydzi. Dziś
pozostał po nich jedynie zaniedbany, zniszczony upływem czasu kirkut.
Wiele macew jest już nieczytelnych,  zapadniętych w ziemię,
porośniętych mchem.Jednak na niektórych misterne reliefowe symboliczne
płaskorzeźby nadal są wyraźne i pozwalają odczytać, jakim zapamiętano
człowieka leżącego pod nimi.





Krempna byla dawniej największym ośrodkiem kamieniarskim na Łemkowszczyźnie.


Poniżej: konstrukcja cerkwi w Krempnej. W kolejnym odcinku pewnie będzie więcej łemkowskich i bojkowskich cerkiewek.











Gdzieniegdzie zachowały się tablice nagrobne w języku starocerkiewnosłowiańskim - ta siedemnastowieczna  pochodzi z
cmentarzyka przy cerkwi w Chmielu, w gminie Lutowiska.





Kilka macew z ogromnego leskiego kirkutu. Zaniedbany i opuszczony.








Tak właśnie najczęściej wyglądają bieszczadzkie drogi.





Łodyna, bojkowska chata (chyża). Niekiedy jeszcze możemy spotkac takie właśnie domy.






Dobra gospodyni

Dom przyjemnym czyni.





Studnia z żurawiem...




...i studnia z kołowrotem.











Ktoś musi wypalać węgiel drzewny, by mogły zapłonąć Twoje grille.





Las bukowy we mgle. Droga na Tarnicę.





Wielka Rawka, niedaleko stąd spotykają się trzy granice.





Stefkowa. A poniżej mój ulubieniec, tym razem bieszczadzki JN.







Zdarza się, że wyłaniają się zza skarpy cebulaste kopuły...





...albo pojawia się za zakrętem potężna synagoga. Życie w niej dawno zamarło (Lesko). Ślady dawnych mieszkańców Leska można zauważyć w ornamentach i zdobieniach domów.








Michniowiec


Poniżej: Binarowa, szkoła jak z powiastki dla grzecznych dziatek.








 







[Bieszczady] Tam niespodzianki Cię czekają co dzień... czyli cz.2


Link 06.05.2007 :: 13:56 Komentuj (2)

...gdy w połoniny wyruszasz na zwiady,

a potem patrzysz o słońca zachodzie,

siadłszy na drzewa przewalonej kłodzie,

jak żyją Bieszczady...


(Jacek Kaczmarski)






Wielka Rawka.



Przycerkiewny cmentarzyk w Kotaniu.



Cerkiew w Chmielu.



Nawet duchownym zdarza się śpieszyć. Przy cerkwi w Sanoku.







Kapliczki przydrożne.



Spotyka się domy miłe i mniej miłe.






Jaśliska wywierają dość niesamowite wrażenie.


Przed sklepem w Ustrzykach Górnych.


Siekierezada w Cisnej. Zankomite pierogi, piwo, grzane wino i wyjątkowa atmosfera.



Droga na Tarnicę zatonęła w lodowatej mgle.


Pierwiosnki i kaczeńce rozświetlają zimny dzień.



Granica państwowa tym razem nie jest narysowana na mapie, a wyrąbana w lesie.


Zagubione cmentarzyki prawosławne. I zdewastowane kirkuty.









A to jest już Lesko, dawniej Lisko. A w Lisku blisko do bajkerów bieszczadzkich.





Schodziłam z leskiego kirkutu bacznie obserwowana przez oczy zza płotu.



W każdej szanującej się wsi musi być remiza.





Lemkowskie cerkwie w Szczawnem i Turzańsku.



Tak wypala się węgiel drzewny.



Kończy się dzień. Niskie słońce oświetla juz tylko granie.

Nadchodzi znienacka, jak zwykle...



... tajemniczy nad wyraz kapryśny ulubieniec nasz.


Pozdrawiam Wytrwałych.



[Tatry] Goryczka wiosenna, czyli głowa do góry


Link 14.05.2007 :: 20:04 Komentuj (6)
Wychodzenie na spadziste skały, na zerwiste wierzchołki nie potrzebuje ku temu specyalnych wiadomości; pnie się każdy, jak mu lepiej, pomagając sobie rękami i nogami. Z wrażeniami na przepaście oswaja się powoli umysł ludzki, ale przy spuszczaniu się na dół przydatna jest umiejętność chodzenia. Na grzbiecie swoim zdoła człowiek zsunąć się po skale nawet gładkiej, byle pochyłej o tyle, byle się równowagi nie straciło. Część ciała, na której zwykło się siedzieć oddaje czlowiekowi niesłychane usługi przy spuszczaniu się ze szczytów gór. Na lada jakim czerepie,wystającym ze skał pomocy udziela nam szorstka powierzchnia skał granitowych.
Walery Eljasz-Radzikowski





Poinformować się trzeba naprzód, czy to z książki, czy od osoby dobrze z Tatrami
obeznanej o przymiotach okolicy do zwiedzania obranej...


Pierwszą regułą w zwiedzaniu Tatr jest wychodzenie na wycieczkę o świcie.

Od początku pochodu iśc powoli, a równo, pośpiech złe skutki
pociąga, zrywa siły od razu, że ich braknie, gdzie najbardziej
potrzeba. Na głównych popasach można usiąść, ale z wyciągnionemi
nogami, lub się położyć, bo to nie zmęczy człowieka.



Śliczny widok dookoła, nie żal fatygi, rozgląda się podróżny w różne strony, oczy jego mają się gdzie pobujać.
Obówia niech nikt nie żałuje
przywozić tu jak najwięcej, i to tak silnego, aby wytrzymało zapasy z
ostremi kamieniami tatrzańskiemi, z błotem, z wodą, z rosą i innemi
przeciwnościami. Wypada mieć osobne zapasowe obówie temu, kto myśli
czynić wycieczki do głębi Tatr. Winno być obszerne, mocne, choćby
łatane, ale z podeszwą i przyszwą podwójną, a niskiemi bardzo obcasami.
Szczególnie płci pięknej godzi się polecić tę przestrogę, bo na każdym
roku czeka ją niebezpieczeństwo zwichnięcia nogi w obówiu na wysokich
obcasach lub korkach; wykrzywiają się trzewiki i muszą im w końcu
górale toporkami odcinać obcasy.




Jestto bezdroże dzikie, ślizkie, miejscami niebezpieczne, a komu się
udało tędy kiedy przejść, to wrócił pewnie z podartą odzieżą i
pokaleczonymi rękami.



Bielizny
dużo potrzeba w górach, bo albo się ją przepoci, albo przemoczy, i
dlatego często ją wypada zmieniać. Kaftaniki wełniane powszechnie
uznali lekarze za niezbędnie potrzebne w górach.



Gdy już plan i kierunek wyprawy obmyślany, zamawia się pewnego
przewodnika, który zna dobrze drogi wycieczką objęte. Oprócz tego każda
osoba przybiera dla siebie jednego górala pomocnika, którego
obowiązkiem nieść pożywienie i odzież dla tej osoby, dbać o jej
dobro,usłużyć w dzień i w nocy.


Wybierający się na długą wycieczkę do
głębi Tatr, zabezpieczyć sobie winni nogi od otarcia, lub od nabycia
pęcherzy na stopach, co nieraz bywa powodem wielkiej uciążliwości, a
nawet zdoła zmusić do powrotu bez dopięcia celu. Środek przeciw
podobnej biedzie jest napozór nieprzyjemny, lecz w praktyce znakomity-
oto trzeba napoić łojem skarpetki od wewnątrz, i w takich puścić sięw
drogę, a z pewnością nie dozna się przy najdłuższym marszu żadnego
szwanku na nogach.

[Walery Eljasz-Radzikowski: Przewodnik do Tatr, 1886.

Pisownia oryginalna.]



[Kraków] Idź przez to miasto miasto, czyli wszystko i nic


Link 19.05.2007 :: 21:35 Komentuj (4)
Mimo, że mianowano je "najmodniejszym miastem Europy", można w nim czasem zobaczyć prowincjonalne miasteczko. Na szczęście.

Pozdrawiam tych, którym Miasteczka są nieobojętne i umieją je
dostrzec wszędzie, patrząc uważnie "na te swoje oczy".

Idź przez to miasto o szarej godzinie

gdy smutek chowa się w cienistych bramach
a dzieci bawią się wielkimi piłkami,
które płyną jak latawce nad
zatrutymi studniami podwórek
i cicho niepewnie śpiewa ostatni kos.

Myśl o swoim życiu, które jeszcze trwa
chociaż już tak długo trwało.

Czy umiałeś wyrazić choćby małą część całości.
Jeśli widziałeś podłość, czy umiałeś ją nazwać.

Jeśli spotkałeś kogoś, kto żył prawdziwie,
czy potrafiłeś rozpoznać?

Czy nie nadużywałeś wysokiego słowa?

Kim miałeś zostać, nie wiadomo...

Adam Zagajewski: Idź przez to miasto


czyli...

...graj, muzyko.
Śniadanie



Te sklepiki to niestety już nie są sklepiki.


Robert twierdzi, że to Araniella cucurbitina, a ja mu wierzę.



Piątkowy targ na Placu Żydowskim, gwoli swawoli pod Piazzollą wespół z Bułhakowem.




Ulice Szeroka i Kupa.



Synagoga Izaaka, Remuh i Tempel.



"Pokolenia przechodzą..."



Na Grodzkiej.

Dziewczynka z zapałkami.

Przed kościołem Sw. Andrzeja. JN też jest obecny.

Ulubiony Nepomuk... ktoś go dojrzy?


Lektura pod Mitorajem


Zwierzaki domowe i miejskie.

Przewodnik stadka


Miasto rowerów.



Detale, detale. Secesyjne witraże z pracowni Żeleńskiego, spotykane
wciąż na klatkach schodowych stuletnich kamienic. I modernistyczne windy.

Sowa skończyła swój lot. To już...
...zbieramy zabawki,myśląc niekiedy o niemożliwych przyjaźniach.


Na przykład z kimś, kogo już nie ma



i kto zostawił tylko pożółkłe listy.


(Adam Zagajewski: Niemożliwe przyjaźnie)

[Słowacja] W poszukiwaniu środka, czyli pełnik europejski


Link 28.05.2007 :: 14:12 Komentuj (4)
Środkowa Europa...
Litwini uważają, że środek Europy leży w pobliżu Wilna. Polacy są przekonani, że w Polsce. W Suchowoli koło Białegostoku, albo też pod Łodzią. Środków Europy można z powodzeniem szukać też w Niemczech, Austrii, Słowenii, Czechach i na Białorusi, a nawet w Rumunii.
Nie gorsi są Słowacy. Centrum Europy znajduje się w pobliżu Kremnicy.
Polecam

Pełnik, oczywiście europejski, pozłocił górskie łąki i hale (Fatra).

Kremnickie Vrchy. Patrząc w kierunku Kremnickich Bani możemy dojrzeć centrum Europy.

Uliczka w Kremnicy

Barokowe  kolumny morowe to często spotykany widok na placach środkowoeuropejskich miast, niemal tak  często, jak rzeźby Jana Nepomucena z tego samego okresu. Na zdjęciu wyżej: Kremnica.
 
Na głowie barokowego Nepomuka z Bańskiej Szczawnicy nie tylko aniołek uwił sobie gniazdko.

A to już przykład baroku socrealistycznego. Pomnik, jakich wiele stanęło w Europie Środkowej. Słowacy to naród spokojny i łagodny, nie śpieszą się z burzeniem śladów niedawnej przeszłości. Wolą posiedzieć przy piwie.


Gospoda ludowa w klimacie lat minionych.



Kołchoźniki wciąż wiszą w miasteczkach i wsiach i jeszcze czasem działają.  Np. w "majowe święto".


Na Słowacji spotyka się wielu cyklistów rozmaitych. Młodzi w historycznej miejscowości Čičmany




Miodownik melisowaty. Wiem dzięki Panu Robertowi Puchalskiemu. Dziękuję!

Często tu spotka się przejawy serdeczności.

Sobotnie popołudnie, po robocie.

Stare i młode. Bańska Szczawnica.

Specjalność słowacka: owcze i kozie sery. Świeże, wędzone, w oliwie z przyprawami. Bardzo smaczne.
I miody.



Na uliczkach Bańskiej Szczawnicy można spotkać Janosika z ekipą.


Szczawnickie Wierchy - widoki z Sitna.

Brakuje małych skrzypeczek, jak zwykle...

Zaułek.


Bojnice - barokowy Jan Nepomucen ma i tutaj swoją kapliczkę.
Zamek w Bojnicach

Ta lipa ma 700 lat.
Słowacy pytali, czy w Polsce jest lipa w tym wieku i gdzie rośnie, jeśli jest. W co bardzo wątpią.  Wiesz może?


Droga na Klak. Chmurzy się.

Łany kwitnącego czosnku niedźwiedziego. Na Słowacji nie jest chroniony, ludzie zbierają liście na przetwory i do sałatek.

Mała Fatra. Klak.


Spotkanie na szczycie z rowerzystami z Krakowa.

Na horyzoncie Wielka Fatra.



Gołek długoostrogowy (ten storczyk)i co jeszcze? Zaraz poszukam w atlasie.
Nie znalazłam. Ale od czego  uczeni ludzie... Rutewka orlikolistna! Zostało  to szafirowe do oznaczenia...
I już jest. Dzięki za wiadomość! Krzyżownica górska ( Polygala amara) rodzina: Krzyżownicowate - łac. Polygalaceae (informacja od Pana Romana Rysia).

Trzeba wracać. Do zobaczenia, Słowacjo. Majte sa dobre. Dakujem.

Pozdrawiam serdecznie cierpliwych, którzy dobrnęli do końca tej wycieczki do środka Europy.


Wędrówka z cieniem


Link 30.05.2007 :: 13:55 Komentuj (0)

(fot. Jan Tambylski)
„To jest wieczór na piosenkę - pomyślał Włóczykij.- Na nową piosenkę, która składać się będzie w jednej części z nadziei, w dwóch z wiosennej tęsknoty i której resztę stanowić będzie niewypowiedziany zachwyt, że mogę wędrować, że mogę być sam i że jest mi z sobą dobrze”.

(cytata za Cytowaczem)

Tymczasem znikam na jakiś czas.
La revedere!


[Rumunia] Transylwania...


Link 11.06.2007 :: 20:01 Komentuj (2)
...to nie Dracula.
To kraj pięknych dzikich gór, wiosek, w których zatrzymał się czas, malowniczych miasteczek i malowanych monastyrów, a przede wszystkim serdecznych, życzliwych i pogodnych ludzi.
Rumunia to kraj cudów. Byłem tam z dziesięć razy i wciąż nie mam dosyć.
Rumunia to baśń.Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość dzieją się tam
równocześnie, a rozpad przechadza się pod rękę ze wzrostem. Nowe, owszem, nadchodzi, ale minione również trwa w najlepsze.
Andrzej Stasiuk

Cozia. W dole płynie Aluta.


Jarmark we wsi, której nazwy już nie pamiętam.

Przyroda górska nie tylko jest piękna. Okazała się również drapieżna. W następnym odcinku może pokażę pewną roślinę gwoli ostrzeżenia... A tymczasem mieczyk z gór Cozia.

Krzyż pod lasem.

Monastyr Turnu.

Jeden z fresków bogato zdobionych monastyrów. Ciąg dalszy w kolejnym odcinku.


Zwózka siana.

Rumuni kolejny raz okazali się bardzo towarzyscy i życzliwi dla przybyszów.
Szczególnie w miejscowościach, gdzie nie docierają masowo turyści.

Górska droga.

Chyba wszędzie w tej części Europy starsi ludzie lubią przed zmierzchem posiedzieć na ławeczce, obserwując świat.

W najbliższym czasie kolejne obrazki z Transylwanii i Wołoszczyzny.


[Rumunia] Wołoskie monastyry


Link 13.06.2007 :: 16:44 Komentuj (2)
...malowniczo położone wśród gór, pod lasami, na uboczach wsi.
Freski w ciepłych barwach, misternie rzeźbione portale, kamienne rozety i bogato zdobione elewacje. Hojnie złocone ikonostasy. Święte studnie z uzdrawiającą wodą. Wielogodzinne śpiewy kilkunastu mnichów ukrytych za ikonostasem. Starzy ludzie o twarzach prosto z ikon, ozdobionych niekiedy uśmiechem życzliwie witającym przybysza.
A na dziedzińcach porykują pasące się krowy.

(Klikając podwójnie w obrazek można uzyskać oryginalny rozmiar).

Manastirea Cozia. Cerkiew szpitalna z XVI w. zbudowana z inicjatywy mnicha Radu Paisie.

Cozia, cerkiew klasztoru położonego nad rzeką Alutą pochodzi z1388 r, z czasów panowania Mirczy Starego. Jest pochowany w tej cerkwi wraz z Teofaną, matką Michała Walecznego.


Drzwi do cerkwi pokryte są rzeźbami i malowidłami.

Freski w przednawiu z miejsca przyciągają uwagę.




Szkoda, że nie słychać chóru mnichów,  monotonnie rozbrzmiewającego w tej świątyni.

Freski w przedsionku zewnętrznym datowane są na koniec XIV wieku.

Na życzenie hospodara Neagoe Basaraba wydrążono w 1517 roku studnię, która ściąga wodę z górskiego źródełka, bijącego tuż przy wejściu do cerkwi. Woda z niej ma podobno dobroczynne właściwości. Ludzie wrzucają do niej banknoty jednolejowe i bilon. W rewanżu?


Studnia przy monastyrze Turnu.
Klamka zaraz ustąpi.



Piękne nasycone barwy fresków nie wyblakły przez wieki.

Carskie wrota w Turnu.


Praca w ogrodzie.

Monastyr Horezu stoi za wioską Romanii de Jos. To jeden z najcenniejszych średniowiecznych zabytków Wołoszczyzny, wpisany na listę UNESCO i jedyny z odwiedzanych przeze mnie, wokół którego kłębiły się szkolne wycieczki. Przy pozostałych panowały pustka i cisza. Nie muszę chyba mówić, że wolę atmosferę tych, w których poważnie przechadzali się jedynie ich nieliczni już mieszkańcy.




Niebo i piekło. Jak zwykle.


Horezu. Rezydentka podcerkiewna łapała za ręce rozdygotanymi lodowatymi dłońmi, coś gorączkowo tłumaczyła, chciała mieć zdjęcie, do którego skwapliwie się upozowała.

Pod cerkwią pasły się krowy.

Manastirea Bistrita. Klasztor założony w 1492 r. przez hospodara Vlada Calugarula, zniszczony na początku XVI w. podczas walk hospodara Mihnei cel Rau ze zbuntowanymi bojarami z Krajowej, którzy go następnie odbudowali, jest pięknie położony wśród wzgórz poprzecinanych głębokimi skalnymi wąwozami.




Malowidła ścienne przedstawiają nie tylko postacie świętych i sceny religijne, ale i członków rodzin Barncoveanu, Basarabów i Cantacuzino, dobrodziejów klasztoru.

Kamienna koronka.




W cerkwi półmrok, zapach kadzidła i piękne niskie głosy, a pod cerkwią...

poświęcanie samochodu, ale i...


zatrzymany czas.

Pozdrawiam serdecznie cierpliwych, którzy zechcieli ze mną powędrować szlakiem monastyrów.
Kolejny rumuński odcinek będzie chyba o życiu potocznym.


Rumunia


Link 17.06.2007 :: 09:04 Komentuj (6)
...to kraj kontrastów, w którym Czas wiruje, stare zazębia się z nowym, zamienia ze sobą elementami składowymi. Gładkie asfalty szos służą na równi najnowszym modelom dacii, mercedesów i land rowerów, jak i zaprzęgom konnym, czy wozom ciągniętym przez osiołka, a w poprzek dróg snują się stada krów z rozłożystymi rogami, na poboczach pasą się konie, czasem na środku jezdni zatrzyma ruch zadumana koza. Młodzież poprzebierana za prezenterów MTV mija się na ulicach miast i wsi z rówieśnikami w  ludowych strojach. Na średniowiecznych uliczkach zadbanych szacownych miast spotyka się chłopów w szerokoskrzydłych kapeluszach,  z drewnianymi widłami, czy grabiami na ramieniu, jakby właśnie wracali z pola i nikogo to nie dziwi. Obok supermarketów i klimatyzowanych pachnących sklepów bywają jarmarki, jakie u nas można spotkać już tylko w literaturze. Szokujące bizantyjskim rozpasanym przepychem i eklektyczną pomysłowością cygańskie pałace sąsiadują z maleńkimi drewnianymi domkami, a mieszkańcy jednych i drugich popijają pod sklepikiem ciuc, paląc papierosy i leniwie omawiając swoje sprawy. 
Rumunia to ciągłe zaskoczenie i niespodzianki czekające za każdym zakrętem.
Nie pokazuję Ci tutaj zabytków, te możesz obejrzeć w przewodnikach, jeśli zechcesz. Staram się pokazać, jak wygląda zwykłe życie. Tyle, ile udało mi się zaobserwować w tak krótkim czasie. Nie zawsze chciałam, czy mogłam pstryknąć zdjęcie (można je powiększyć dwukrotnie klikając).

I zbieram się wciąż do Miasteczka...


Unia Europejska weszła na rumuńską wieś,  stada baranów jak dawniej wędrują wyremontowaną szosą, a konie są niezbędnym elementem krajobrazu.


Cluj, czyli Kluż. Rumuni twierdzą, ze sercem Transylwanii jest Alba Julia, a jej mózgiem Cluj. Miasto uniwersyteckie, równie rumuńskie, jak i saskie, węgierskie, żydowskie. W upalny czerwcowy dzień dało się zaobserwować pośpiech i okularników.
Na głowie króla Macieja Korwina stojącego przed gotycką farą św. Michała przysiadł gołąb.

Antykwariusz.




Średniowieczny piękny Sybin tętni życiem: koncerty, wystawy, kawiarnie i tłum turystów z całego świata. Ale jak się chce, można znaleźć spokojną atmosferę małego miasteczka.

Pod flagą w Alba Julii.

Domek, jakich wiele na wołoskiej wsi. Romanii de Jos.

Tak wyglądają przystanki autobusowe na wołoskiej prowincji. Ławeczka, stolik i ikony, czuwające nad bezpieczeństwem podróżnych.

Ten młyn wodny wciąż pracuje.

Nowe buty. Czy buty na sprzedaż?


Sprzedawcy.

W górach Parang.

Przed cabaną na przełęczy.

W cabanie gospodyni przygotowuje nam mamałygę.

Mamałyga podana z pikantnym serem i bryndzą, w towarzystwie smacznego ciemnego piwa silvan. I książka pamiątkowa schroniska.


O jeden most za daleko.


Siedząc pod sklepem nad piwem łatwo nawiązuje się znajomości.

Ten Cygan dumny ze swoich sznytów bardzo chciał mieć ich zdjęcie. Bystrica.


Przypadkowe spotkania, mimowolne zazębienia różnych rzeczywistości. Wiem, że już nigdy nie spotkam tej kobiety, a jej twarz zapamiętam może na zawsze.

Piękne warkocze, strojna spódnica i radość na buzi. Jarmark gdzieś w Transylwanii.





Na jarmarku...


...wre życie towarzyskie, ale przede wszystkim handel,





tutaj kupić można chyba niemal wszystko. Ale nie kupi się beztroskiego uśmiechu dziewczynki zerkającej zza maminej spódnicy.

Hazard.



Jedzenie to poważna sprawa, podstawą  obiadu Cyganów jest mięso.
Pora kończyć ten rumuński odcinek. Ostatni będzie chyba o górach i przyrodzie, która okazała się dla mnie drapieżną.
Pozdrawiam wytrwałych!


[Rumunia] Nie rusz Andziu tego kwiatka


Link 18.06.2007 :: 20:47 Komentuj (4)
Dyptam jesionolistny czyli krzew gorejący Mojżesza jest piękną, rzadko spotykaną w Polsce w stanie dzikim rośliną. Na słonecznych polanach południowych stoków gór Cozia rośnie masowo. Nie można było się oprzeć pokusie obejrzenia z bliska tej rośliny, nie można było delikatnie nie pogłaskać lśniących liści. Skutki ciekawości okazały sie dość opłakane.
Zatem ostrzegam: jeśli w upalny letni dzień zobaczysz wyniosły piękny krzew dyptamu, nie wytarzaj się w nim, nie przytulaj do niego, nie wąchaj, choć kusząco pachnie cynamonem i cytryną. Dmuchaj na zimne i bądź mądry przed szkodą.
W związku z powyższym Paring Mare dopiero czeka na zdobycie. Za rok?

 Winowajca już po kwitnieniu.


Cozia. Fot. JW

Poza dyptamem w tych górach spotkać można innych ciekawych przedstawicieli flory: mieczyk górski i zaraza. Wbrew nazwie całkiem nieszkodliwa.
 
Na szlaku.


Parang Mare schował się we mgle. I czeka.
Jeszcze tylko kilka obrazków na pożegnanie.






La revedere, Romania!


[Kieleckie] Sztetl


Link 23.06.2007 :: 00:55 Komentuj (8)


[...]
Już nie ma tych miasteczek, gdzie szewc był poetą,
Zegarmistrz filozofem, fryzjer trubadurem.

[...]
Nie ma już tych miasteczek, gdzie biblijne pieśni
Wiatr łączył z polską piosnką i słowiańskim żalem.

Antoni Słonimski Elegia miasteczek żydowskich


Przeciwieństwem zachodniego getta jest sztetl. To słowo z języka jidysz jest zniekształconym niemieckim Staat, co znaczy "państwo", albo Stadt -
"miasto". Sztetl jest jednocześnie i "miasteczkiem" i jakby "małym
państwem" [...] Sztetl, żydowskie miasteczko w Polsce czy w Rosji, było
bliskie natury. Równina, czy wzgórza, las, rzeka czy staw leżały tuż za
progiem. Mieszkańcy mogli chodzić wśród łanów pszenicy i żyta,
błogosławić życie na leśnych polanach. Po wyjściu z domu znajdowali się
w polu.
Marc - Alain Ouaknin Chasydzi

Działoszyce, Pińczów, Chmielnik, Szydłów.
Zapraszam do krótkiego spaceru po tych wąskich niepięknych uliczkach.
Przy okazji informując o ciekawym przewodniku Agnieszki Sabor, "Sztetl. Śladami żydowskich miasteczek".

Klikając dwukrotnie można osiągnąć oryginalny rozmiar zdjęcia.


Pustka sobotniego popołudnia.



Szyldy. Staszów, Działoszyce, Chmielnik.



Pozostały kute orientalne ornamenty...



Wnętrze zrujnowanej synagogi w Chmielniku.




Szydłów. Synagoga. Wyżej Brama Krakowska i mury obronne.




Tyle pozostało z ogromnej działoszyckiej synagogi i domu kahalnego.



Pińczów. Rozbite macewy przypominają o dawnych mieszkańcach tego miasteczka.


Częścią kosmosu - popiół we włosach,
popiół tych wszystkich, co nie przeżyli.
Nieusuwalna pamięć, jak osad
spalonej kolekcji motyli.
    Jacek Kaczmarski.


[Festiwal Kultury Żydowskiej Kraków]Tylko muzyka


Link 28.06.2007 :: 13:32 Komentuj (0)
Nie ma już sztetli.
Została jednak muzyka, która rozbrzmiewa w ostatnim tygodniu na Kazimierzu. Zostały w pamięci roześmiane lub poważne twarze spotykanych obcych i tych, którzy stali się znajomymi.
Oto kilka zdjęć z koncertów.


 Trzech kantorów z dyrygentem, czyli  Jeśli zapomnę ciebie, Jeruzalem

Pianista Menachem Bristowski


Kantor Chaim Adler

Kantor Israel Rand

Chór Kolot Min Hashamayim


Ulubieniec publiczności, mały solista o wielkim głosie.


Noah śpiewa potężnym, ciepłym basem

Rafael Bitton, dyrygent emanował radością życia i dynamiką.

Wspaniały duet Theodore Bikel i kantor Alberto Mizrahi

Żywiołowy występ osiemdziesięcioletniego Theo Bikela

I znów opustoszała synagoga Tempel.


[Okolice Krakowa] Co w trawie piszczy?


Link 29.06.2007 :: 21:25 Komentuj (5)
Czasem dobrze jest wsiąść na rower i pojechać na łąki. Zapaść się w trawy, wyostrzyć wzrok i nadstawić ucha.
Jeśli chcesz obejrzeć któreś zdjęcie w oryginalnym rozmiarze, kliknij na nie dwukrotnie.
Nadeszły fachowe informacje od zawsze niezawodnego Roberta. Wklejam je, są pogrubioną czcionką.




Znajdź mnie!



Rusałka pawik niemal jak na liście gończym.





Pasące się źrebaki.




Zmorsznik czerwony, o ile czegoś nie pokręciłam.
Robert: Zmorsznik czerwony to wcale nie zmorsznik (rodzina kózkowatych),
a chrząszcz z  rodziny Omomiłkowatych. Omomiłek żółty (albo zmięk żółty) czyli Rhagonycha fulva.
Omomiłki są wizualnie dość podobne do kózkowatych (tam należy zmorsznik), ale mają miękkie pokrywy skrzydeł, ich larwy są drapieżne (kózek są roślinożercami) i szereg innych cech. Zmorsznik byłby bardziej czerwony, i tak z 3 x większy.


W tańcu pracy pszczoły na urodzaj liczą

Pajęcze siedliszcze? Może Robert pomoże zidentyfikować ten slamsik.
Robert: Pajęcze siedliszcze jest ci to. Zobacz po przekątnej
widać nawet pająka. Siedzi nieco ukośnie nad dolnym pączkiem.
Ma na odwłoku wzór z lekka przypominający widok żeber
na szkielecie.
To Theridion impressum albo T. sisyphium. Oba pod względem
ubarwienia są b. podobne i oba wykazują podobne zachowanie.
Tzn. z resztek roślinnych, resztek zdobyczy i przędzy budują
takie namiotowate sieci, które służą i za miejsce łowów
jak i ukrywają (wśród tych "śmieci") właściciela. To na zdjęciu
to ładna krąglutka samica. Wkrótce złoży kokon z jajami
i będzie ich pilnowała do wylęgu. Później będzie karmiła
młode upolowaną i strawioną zdobyczą, a pod koniec lata
padnie, a dzieci zjedzą mamusię i ruszą w świat - taki jest
faktyczny cykl życiowy w/w gatunków, nie żartuję.

Oblubieńcy. Otrupki? Pewnie nie, ale tę nazwę zapamiętałam jakoś dobrze.
Robert: Zdjęcie parki (oblubieńców) 'in copula' przedstawia nie "otrupki" ale kosmatki pospolite (Epicometis hirta). Ładne żuczki spokrewnione z chrabąszczami. Faktycznie
często na kwiatach.



Kolorowe futerka tego czegoś, co nazywam trzmielami. Ale pewnie to jakieś brzmiki, czy inne bujanki...
Robert: "To coś co nazywamy trzmielami" to akurat w tym wypadku są trzmiele.

A tu przysiadła płochliwa szachownica, ale odleciała...
...chyba i mnie pora odlatywać.


Do zobaczenia..?


[Tatry] Po górach, dolinach... cz.1


Link 21.07.2007 :: 17:12 Komentuj (3)
Są miejsca, do których się wraca. Dopóki starczy sił.

Jeśli chcesz zobaczyć zdjęcia w oryginalnym rozmiarze, kliknij dwukrotnie.

W górę wspinaj się wolno, pełznij, kiedy jest ślisko.
Góry wspaniałe z dala, a bezsensowne z bliska
są formą postawionej na sztorc powierzchni. Mogą
łudzić horyzontalnie zakręcającą drogą.
Ona jest wertykalna. W górach gdy stoisz - leżysz,
leżąc - stoisz dowodząc, że - aż trudno uwierzyć -
tylko spadając jesteś niezależny.Strach przy tym
zwyciężasz, zawrót głowy i nad górami zachwyty.



Polana Biały Potok, owce ulubionego bacy...

Jan Długopolski Maślany gazduje od lat na Białym Potoku. Wcześniej, za
dobrych czasów, gdy kierdle liczyły po kilka tysięcy sztuk owiec, pasał
w Bieszczadach. Jeśli zechcesz skosztować uczciwego oscypka, czy bunca,
zajrzyj do małej, ciemnej bacówki niedaleko Doliny Lejowej. Może uda
się o letnim zmierzchu posłuchać też opowieści o minionych latach?



Biały Potok zza Lejowego Potoku. Lejowy pokazał w tym roku, co potrafi.


Leluja (lilia złotogłów) na tle Kominiarskiego Wierchu.
A poniżej oddaję głos Robertowi:
Konik, to oczywiście jakiś "psikonik", może to być jakiś opaśnik.
Nie wszystkie prostoskrzydłe nawet jako imago mają rozwinięte skrzydła.


Po deszczu.

Kiedy po deszczowych chłodnych dniach nadeszły upały, zaroiło się w dolinach i na graniach od motyli.


Mieniak tęczowiec to wspaniale ubarwiony motyl, przypominający te tropikalne. Często szybowały nad polanami i dróżkami leśnymi, lecz nie widziałam go na szczytach ani graniach. Tam natomiast zapędzały się małe, ruchliwe motylki. Jeden z nich nawet zapakował się do mojego plecaka.

Wiesz może, jak się nazywa?


W lipcu w Tatrach zakwitają całe pachnące, barwne ogrody. Goździki,

goryczki kropkowane i nie tylko,


i jakieś drobne, a dekoracyjne badziewka, których nazw nie znam. Podpowiesz?

Nie mogłoby zabraknąć sztandaru. Z Kominiarskiego, aha...;-)


Rojnik górski i jakiś storczyk. Chyba pora podokształcać się z botaniki. A tymczasem wspinamy się troszkę wyżej...



Pojawiają się Rohacze. I niżej

Rohackie Stawy, a nad stawem

orzechówka, piękny ptak. A skrzeczy. (To możesz potraktować jako alternatywny morał tej opowiastki). Pora zejść na ziemię. A na niej, w trawie piszczy pisklę. Co robić? co robić? Nie podchodzić, bo matka odrzuci. więc z daleka tylko zerkam i wyostrzam zooma, i idę ścigana żałosnym piskiem. Co się z nim dalej stało?


Teraz na koniec dnia nagroda: gładka droga zamiast stromych skał, a zmęczone stopy zastąpią dwa koła.
Nadeszła ulubiona pora...


Nikt nie wie nic na pewno i to sprawę zamyka.

Patrząc w szerokie plecy krzepkiego przewodnika
myśl, że spoglądasz w przyszłość, próbuj - rzecz oczywista
w miarę możności - stale utrzymać pewien dystans.
Życie to przestrzeń między dziś, a jutrem, to znaczy
przyszłością. I przyspieszać kroku należy raczej
tylko w takim wypadku,kiedy ktoś goni cię:
złodzieje lub morderca,zbój, przyszłość itp.

Josif Brodski, Przestroga,
tłum. Katarzyna Krzyżewska


[Tatry] Po górach, dolinach, czyli... [cz.2]


Link 23.07.2007 :: 19:37 Komentuj (0)
...lato z Itzhakiem*)

Siedzę przy oknie, klony za nim mokną...

Josif Brodski: ***





Josif Brodski

Pobudka

Ptaszki siadają na drzew sękach.
Wyrobnik zuch podwija rękaw.
W akademikach, studenterio,
budzisz się zlana nocną spermą.

Choć absurdalne w swojej formie,
obłoki budzą tym euforię,
że wyglądają (rzecz przedziwna)
jak logika kumulatywna.

Słońce-detektyw błyska w oczy
odznaką światu, który w nocy
źle się sprawował. Rozczochrane
masy na pierwszą idą zmianę.

Popatrzmy teraz na to,co się
zdarzyło tylko raz w kosmosie:
życie na ziemi. Wiele ponęt
ma ono –szczęściem, nie dla komet.

Jako film, który sam się skazał
na wyświetlanie na pokazach
specjalnych – życie podbić może
widza, choć akcja budzi grozę.

Lecz czystość, cechująca lazur
w górze, wyjaśnia nam od razu,
czemu moralne nasze prawa
nie otrzymują w niebie brawa.

To, za co zwykleśmy winili
bogów,uważa się w tej chwili
za grę cząsteczek i przypadku.
Lepsza już blaga naszych dziadków.

Bez związku jednak z całym mrowiem
przyczyn i skutków – jedno powiem:
człowiek jest rad, jeżeli rano
wśród tego mrowia może stanąć.

Złocony zorzą, czuje dumę,
że, wzorem swej planety, umie
patrzeć spokojnie, bez grymasów
w twarz tego i przyszłego czasu,

bo jeśli się odrzuca wszystko,
co wmusza nam swe towarzystwo,
głaz robi się od głazu twardszy.
Serce też. Ale głaz jest trwalszy.
1996
Przeł. Stanisław Barańczak




Słoneczny refleks, kiedy w tęczę się rozpyli;
Śpiew potoku...
Thomas Hardy: Mijanie i trwanie
Przekład Barańczaka

Powyżej Rysy i niewielki Giewont z rozległym Podtatrzem i dalej Podhalem u stóp.

Pamiętasz goryczkę wiosenną? No to masz i goryczkę letnią, pełno ich w rejonie Czerwonych Wierchów - te są z Ciemniaka.Wędrowało się też i dolinami,z kołaczącą w pamięci piosenką Włóczykija:która składać się będzie w jednej części z nadziei, w dwóch z wiosennej tęsknoty i której resztę stanowić będzie niewypowiedziany zachwyt, że mogę wędrować, że mogę być sam i że jest mi z sobą dobrze.



Landszafciki z Dzianisza. Tam jeszcze nie docierają turyści.


Klub Prasy i Książki, a co! I pojazd czekający na przystanku.



Pogodny letni dzień.
Dziecięce gry, bieganie.
Drzewo i jego cień,
który sie kładzie na mnie.
Josif Brodski:
Siedząc w cieniu



A to już słowacka wieś.

Barbara przydrożna za Chochołowem. Trochę krzywa, mocno krępa, ale święta. Jednak opiekunem górskich dróg jest całkiem ktoś inny. Lecz tymczasem nadal pozostajemy w dolinie. Nie zawsze świeciło słońce...




Ale i nie zawsze padał deszcz. Zdarzały się miłe spotkania.







A teraz pora się rozstać. Pozdrawiam.
________________
*) Czasami rola artysty polega na tym, by sprawdzić, ile muzyki da się wydobyć z tego, co nam pozostało. Itzhak Perlman.



Kilka chwil


Link 30.07.2007 :: 09:00 Komentuj (2)
Weekend w mieście. Lepszy byłby na wsi, a może i w Miasteczku.
Ale i tutaj świat widzialny dostarcza codziennej rozrywki większości żywych...

 To tylko krople deszczu na płatkach bodziszka. Jak przed rokiem.

Poranna kawka.

I popołudniowa cukrowa wata.

Kąpiele w kałuży.

Pan Mikołaj jest znany chyba wszystkim, którzy zaglądnęli kiedyś w okolice Alchemii.

Ulica Ciemna.

Rozmowa.

Ulica Lewkowa.

Ulica Szeroka 14. W tym domu urodziła się 137 lat temu Helena Rubinstein.


Zaułki na Kazimierzu, puste o poranku.

A to już niedzielny handelek na Placu Nowym.

Ten Nepomuk z buzią w ciup mieszka w centrum Krakowa. Zgadniesz, czego strzeże?

Zawsze chciałam zobaczyć, co jest za tą bramą. I zawsze okazywała się zatrzaśnięta.

Pozdrawiam.



[Dolinki podkrakowskie] Tygrysie!


Link 05.08.2007 :: 17:07 Komentuj (0)

William Blake

The Tiger


Tiger, tiger, burning bright
In the forests of the night,
What immortal hand or eye
Could frame thy fearful symmetry?
[...]


Tygrys

Tygrysie, błysku w gąszczach mroku:
Jakiemuż nieziemskiemu oku
Przyśniło się, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii?

[...] 
(tłum. Stanisław Barańczak


Tygrzyk paskowany
Jaka "wyprawa", taki i tygrys.
Zapachniało jesienią. Jednak słońce znów świeci, a skrzypki wciąż grają.
Tygrzyk najlepiej wygląda w oryginalnej wielkości (podwójne kliknięcie)

Rewers.

Oczekiwanie.

Ofiara. Zawsze w takich sytuacjach mam mieszane uczucia.

A jednak skrzypki wciąż grają.

A cóż to znowu? Pluskwiak jakiś?
Komentarz Roberta: ten czerwono-czarny owad to pluskwiak: Graphosoma lineatum
(=Graphosoma italica) czyli strojnica włoska (=strojnica baldaszkówka).
Zwykle na kwiatach r. baldaszkowatych, czasem licznie.
Obecnie to już ostatnie okazy, bo zwykle najliczniejsza jest w
czerwcu-lipcu. Obecnie pospolity, choć jak mi mówiła koleżanka
z pracy to jeszcze ok. 20 lat temu był uważany za wielką rzadkość.

Już ściernisko. Ostało się tylko kilka kłosów.

i maleńkie kwiatki pośród rżyska. I troszkę większe, dobrze znajome.







[Okolice Krakowa] Nie wiadomo dziś wcale, co się śniło Bajdale


Link 17.08.2007 :: 09:36 Komentuj (2)

Niedostępna ludzkim oczom, że nikt po niej się nie błąka,
W swym bezpieczu szmaragdowym rozkwitała w bezmiar łąka,
Strumień skrzył się na zieleni nieustannie zmienną łatą,
A gwoździki spoza trawy wykrapiały się wiśniato.
Świerszcz, od rosy spęczniały, ciemnił pysk nadmiarem śliny,
I dmuchawiec kroplą mlecza błyskał w zadrach swej łęciny,
A dech łąki wrzał od wrzawy, wrzał i żywcem w słońce dyszał,
I nie było nikogo, kto by to widział, kto by to słyszał.

Bolesław Leśmian, Ballada bezludna





Wieczorem było, wieczorem,
Gdy zorza gasła nad borem.
Dzienny ulatniał się skwar...
[Bolesław Leśmian, Wieczorem]



Popołudniowo-zmierzchowa wczorajsza przejażdżka po drogach i bezdrożach w okolicy Morawicy, Liszek, Balic i Lasku Wolskiego. Na liczniku zaledwie 38 km, ale nie w ilości km tkwi siła.


[Dolina Mnikowska i Półrzeczki] Ubierz się w obcisłe


Link 18.08.2007 :: 20:41 Komentuj (0)
Szybki objazd okolic, częściowo trasą Maratonu Krakowskiego.
No, nie taki znów szybki: tuż przy drodze chata kryta słomianą strzechą, przykrytą folią przed deszczami. Z małym kotkiem na progu. No i jak się nie zatrzymać?
Wiec pająków nad stawem w Aleksandrowicach. Do tej pory sądziłam, że krzyżaki są myśliwymi-samotnikami.
I takie tam drobiazgi.
I nie tylko drobiazgi.
Zatem ubierz się w obcisłe. I depniemy sobie ode wsi dode wsi.

Las nad Skałą Kmity urozmaicony miłym podjaździkami i jeszcze milszymi zjazdami.
A w lesie...


...resztki jeżyn.
Szybki zjazd wąską dróżką i już Kleszczów.


Dobrze, że są jeszcze takie domki. I takie ogródki...

I takie grusze.
Tymczasem trzeba opuścić Kleszczów pięknym, ostrym szalonym zjazdem wprost do Aleksandrowic.
Jak się tak jedzie, nie robi się zdjęć.

Tarnina. I stawy.


A nad stawami krzyżaki pracowicie rozkładają swoje niewody.
I nie żądają złamanego szeląga za podziwianie tego widowiska.
Podwójne kliknięcie=rozmiar oryginalny.


Maleńkie pajączki (na drugim planie) szybują już na nitkach babiego lata
Forpoczciarze jesieni.

Pora zostawić to widowisko. Szybka jazda z Aleksandrowic do Morawicy.

W Morawicy tuż przy autostradzie stoi przygięty do ziemi domek kryty strzechą troskliwie osłoniętą folią. Wciąż ktoś jeszcze w nim mieszka. Kusiło, by się wprosić w otwarte drzwi.
 Lecz nie należy ulegać pokusom.

A to już Mników. Szkoła, jak z elementarza Falskiego.
Kilka kilometrów dalej wjazd do Doliny Mnikowskiej
W dolinie Mnikowskiej znajduje się 10 jaskiń, które były zamieszkane w paleolicie górnym, czyli około 15 tys. lat temu.
Pod koniec XIX wieku wydarzyło się tu najgłośniejsze w historii archeologii fałszerstwo. Wykopaliska w Jaskini nad Matka Boską prowadził zasłużony badacz Gotfryd Ossowski, autor wielu wcześniejszych odkryć na terenie Rosji. Zatrudniał do kopania miejscową ludność i nagradzał za każdy znaleziony zabytkowy przedmiot. Polak potrafi, więc robotnicy potajemnie rzeźbili w kościach znalezionych w jaskiniach różnorodne figurki, które sprzedawali Ossowskiemu. Fałszerstwo zostało ujawnione dopiero po 50 latach, w 1930 r., gdy sędziwi włościanie przyznali się do tego przed komisja archeologiczną.

Bonusik specjalny o walorach aproposikowych.


Obraz na skale namalowany przez Eljasza.
I obok krzyż papieski.


Pola zapachniały wilgotną ziemią.
Rudawa. I już pora zawracać konie.

Bielany, czyli bombonierka. W jesiennej scenografii.

Pozdrowienia dla wytrwałych są do odszukania "wśród bezkresnych pól" i "malych wąskich uliczek".



[Beskid Sądecki] Wycieczka-ucieczka


Link 26.08.2007 :: 21:53 Komentuj (10)
Zapraszam Cię do wspólnej wędrówki po Popradzkim Parku Krajobrazowym i zajrzenia do wiosek, których już prawie nie ma.
Nie będziemy dziś wiele gadać, bo i po co.
Niech mówią obrazki.
Jak zawsze: podwójne kliknięcie=oryginalny rozmiar i lepiej widać.

Okienko, otwórz się.


























































Już koniec.
Zamykamy okienko.




[Warszawa Singera] Joseph Malovany


Link 04.09.2007 :: 21:52 Komentuj (2)
Krótka wizyta w Warszawie i niezapomniany koncert.
Za który najserdeczniej dziękuję Sprawcy tej całej historii.





Ulica Próżna.
A odrobinę dalej ulica Twarda i piknik. Zgiełk, chaos i harmider.


Gołda Tencer i Maciej Kuroń zaspokajają apetyty ducha i ciała spragnionych takiej strawy.


Czas ewakuować się do synagogi Nożyków,

a tam...

Joseph Malovany
(po kliknięciu usłyszysz)

Tymczasem nieco dalej w opuszczeniu rozsypują się stare macewy...


Wśród rozbitych, połamanych płyt nagrobnych można odnaleźć stałe motywy graficzne. Jak w Lesku, jak w Lutowiskach, jak wszędzie tam, gdzie zachowała się jeszcze odrobina tej przeszłości.



Trzeba wracać.
Do zobaczenia kiedyś znów.





[Kraków] Pora


Link 15.09.2007 :: 20:50 Komentuj (4)
...opuścić te krajobrazy na jakiś czas.


Pozdrawiam serdecznie.
A skrzypki wciąż grają...


Załóż bloga

Archiwum

2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec

Linki
Kirkuty polskie
Sztetl
Mezuzy
Nepomuki
Leszek Andzel - rowerem po świecie

Księga gości


Napisz do mnie.




Nakarm głodne dziecko 
- wejdź na stronę www.Pajacyk.pl

http://www.nigdywiecej.org

Creative Commons License
Wszystkie zdjęcia na tej stronie są dostępne na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 2.5 Polska.

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl