[Wielkopolska] Sobotni styczniowy mroźny poranek


Link 03.01.2009 :: 20:44 Komentuj (1)
...najlepiej spędzić na spacerze.

Prognoza pogody na obszar woj. wielkopolskiego na dzień 03.01.2009 i noc 03/04.01.2009
Region jest na skraju rozległego niżu, który przyniesie opady śniegu. W dzień początkowo pogodnie. W ciągu dnia przybędzie chmur. Pod wieczór pojawią się opady śniegu.
Temperatura maksymalna od -1 do -3 st. C. Wiatr początkowo słaby, w ciągu dnia umiarkowany i dość silny 5-8 m/s, w porywach do do 12-15 m/s, południowo-zachodni.
W nocy zachmurzenie duże. Przelotne opady śniegu. Temperatura minimalna od -1 do -3 st. C..Dzień dłuższy od najkrótszego o 0 godzin, 7 minut.






Nawet w płyciutkim śniegu są dobrze czytelne zajęcze ślady.




Dzwoniec.









Pani dzwońcowa.

Strzecha pod śniegiem...


...i jezioro zasnęło pod śniegową kołderką.



Pora wracać. A na podwórku tłumy.











(Podwójne kliknięcie pozwoli obejrzeć zdjęcie w rozmiarze oryginalnym).





Kolejna rocznica...


Link 17.01.2009 :: 17:11 Komentuj (2)
...śmierci Josifa Brodskiego.

***
Wieczór zimą, gdzieś nigdzie. Parter
w gęstwinie wiklin. Picie wina bez słowa.
Ciało leży na łokciu wsparte
jak morena polodowcowa.

Za tysiąc lat może ktoś tu skamieniałą
muszlę znajdzie - z firanki wzorem
i odciskiem ust, co nie miały
komu rzec "Dobranoc" wieczorem.

Serce, chociaż zdziczałe, wciąż jeszcze bije za dwoje,
w ciało się kryjąc jak mysz pod miotłę.
Za dniem dzisiejszym jutro nieruchomo stoi,
jak orzeczenie stoi za podmiotem.

(przekłady: Stanisław Barańczak)




BEZ LATARNI

Gdy w nocy wyjrzysz przez okno - od razu
wiesz, jak daleko może być do wiosny;
zwykłym sylwetkom narzutowych głazów
nie będzie bliżej do rosnącej sosny.

Z niedostrzegalnym uśmiechem spryciarza
przeciągasz nitkę przez zęby w skupieniu,
ażeby palce (albo mięśnie twarzy)
łatwiej przekonać o swoim istnieniu.

A serce w piersi skacze i szaleje
z obawy przed tym ponurym milczeniem
przestrzeni, która przed tobą czernieje
tak jak ciągnące się za tobą cienie.




Skrzyp, pióro - mój kosturze, prowadź mnie po świecie,
koła naszej epoki buksując w złożach śmieci
nie dogonią nas - bosych, więc nie ma się co spieszyć...
I nie mam o czym gadać ni z Grekiem ni z Waregiem,
nie wiem jaka ziemia będzie mi wiecznym noclegiem...
Skrzyp, pióro, skrzyp uparcie, wędrując kartek śniegiem...





***
Dotknij mnie - a poczujesz rzep uschły,
wilgoć wieczoru lub poranku, tętno
kamieniołomu miasta, oddech stepowej pustki,
tych, którzy już nie żyją, a których pamiętam.

Dotknij mnie - a pod czubkami palców
znajdziesz wszystko to, co istnieje poza mną, beze mnie,
co nie wierzy mnie, mojej twarzy, memu paltu,
wpisując nas w bilans zawsze po stronie ujemnej.






Pozdrawiam współczytaczy.

[Podkarpacie] Kraniec świata


Link 30.01.2009 :: 09:10 Komentuj (6)
Czasem przychodzi ochota, by zajrzeć w miejsca, gdzie kończą się drogi. Nieznane, czy tylko zapomniane miasteczka działają na wyobraźnię, wabią tajemniczymi nazwami i zagmatwanymi losami. Zapraszam do przedwiosennej włóczęgi nad ukraińską granicę.
Wielkie Oczy (kliknięcie otworzy więcej informacji)











Fryzjer damsko-męski.

...ale mimo wszystko

ŻYCIE CUDEM JEST

ŻYCIE TO NIE CZAS, BY UMIERAĆ, a jednak czasem to się zdarza.





Kirkut w Wielkich Oczach.


Synagoga w Wielkich Oczach w ruinie. Podobnie cerkiew.





W Wielkich Oczach jest jedyna w Polsce cerkiew o szachulcowej konstrukcji ścian.
A raczej była...

Trzeba ratować cerkiew - wzywa prasa. Czy apele okażą się skuteczne?





A może by tak konkurs?

Ochotnicza Straż Pożarna wraz z Kołem
Gospodyń Wiejskich w Kobylnicy Wołoskiej w ramach Programu Integracji
Społecznej organizują uroczystość wręczenia nagród i wyróżnień w
konkursie "Najpiękniejsze oświetlenie posesji w czasie Świąt Bożego
Narodzenia i Karnawału" dnia 21.02.2009 / sobota/ w świetlicy wiejskiej
w Kobylnicy Wołoskiej.


Opuszczamy opustoszałe, trochę nierealne Wielkie Oczy.





Kręte wąskie drogi prowadzą do żyjących swoim rytmem zaniedbanych wsi, niekiedy noszących ślady bezpowrotnej przeszłości.

Kirkut w Kańczudze.

Dróg strzegą kapliczki. Jak zwykle wśród nich wypatruję Janów Nepomucenów.







-Dobranoc - powiedział diabeł.






[Izrael 1] Ludzie


Link 22.02.2009 :: 12:51 Komentuj (4)
Zawsze i wszędzie interesują mnie ludzie i ich zwykłe bytowanie.
Dlatego zaczynam naszą izraelską włóczęgę od migawek pokazujących mieszkańców Izraela w życiu codziennym.Można tam znaleźć malownicze bastiony ortodoksji i ultraortodoksji, osobliwą krzyżówkę wschodnioeuropejskiego sztetlu z Bliskim Wschodem, spotkać Żydów orientalnych, nowych emigrantów, szczególnie przybyłych w ostatnich latach z Rosji, Arabów, druzów, beduinów, Palestyńczyków. Wszędzie widać obecnych na każdym kroku żołnierzy i żołnierki. Współczesny Izrael to kulturowy tygiel, przenikanie się Wschodu i Zachodu, tradycji i nowoczesności.
Jak zwykle dwuklik = rozmiar oryginalny zdjęcia.





Kontrola uliczna na jerozolimskiej Via Dolorosa.

Obecni wszędzie nieogoleni żołnierze z karabinami niedbale przewieszonymi przez ramię wydają się niechlujni i niezdyscyplinowani.Ten luz jest pozorny, a armia izraelska jedną z najlepiej wyszkolonych i skutecznych na świecie.







Reklamówki zdawały się być nieodłącznym elementem tradycyjnego stroju.

W Tyberiadzie nad Jeziorem Genezaret często wypoczywają rodziny Żydów ortodoksyjnych i ultraortodoksów. Ten chłopczyk na razie jest tylko lekko wkurzony, za chwilę siądzie na chodniku, wymuszając coś na rodzicach głośnym płaczem i krzykiem w  nieznanym nam języku hebrajskim.

Zarówno Żydzi zeświecczeni, jak i ortodoksyjni kultywują wartości rodzinne. Często można spotkać rodziny, w których za pogrążonym w rozmyślaniach ojcem drepcze matka otoczona gromadką dzieci.
Na ogół izraelskie dzieci są  pogodne i robią wrażenie beztroskich.

Promenada nadmorska prowadząca z Tel Avivu do Jaffy jest popularnym miejscem spacerów.


Na jerozolimskim bruku bawią się dzieci, jak dwa tysiące lat temu - na tych samych kamieniach.

Chłopcy po bar micwie przed Ścianą Płaczu.

Arabska dziewczyna nad brzegiem Morza Martwego...

...i na pustyni Negev. Spotkaliśmy też Arabki nowoczesne:

Spontaniczny taniec przy ludowej muzyce plynącej z przenośnego magnetofonu nad brzegiem Morza Martwego.

Mieszkanka beduińskiego namiotu na pustyni Negew przed swoim domem

wraz z bratem

i ojcem (dziadkiem?). Niespodziewanie zaproszono nas na poczęstunek do namiotu beduinów, gdy zboczyliśmy z głównej drogi w bezdroża. W odcinku kulinarnym będzie o tym więcej.

Kolejny spotkany mieszkaniec pustyni.

Nad wzburzonym Morzem Śródziemnym

i kąpiel w gęstej, oleistej i ciepłej wodzie Morza Martwego.

Specyficznym i bardzo ciekawym miejscem są targowiska. Przyjemnie było zasiąść w Jerozolimie przy ulicznym stoliku sącząc herbatę z mięty i obserwować sprzedawców i przechodniów idących Via Dolorosa.











Lubię też małe sklepiki z wszystkim, szwarcem, mydłem i powidłem:



Ryba św. Piotra, czyli tilapia jest popularna i smacznie przyrządzana w koszernych i arabskich restauracjach. Łowi się ja w Jeziorze Galilejskim - tutaj sklepik rybny w Tyberiadzie, mieście nad tym jeziorem.
Tradycja splata się z nowoczesnością:

Tankowanie.

Walentynki.

"Opór", film wyświetlany i u nas.

Młoda para na wiekowych schodach.

Moda i tradycja w koszernej telawiwskiej restauracji przy Bulwarze Rothschilda.

Do zobaczenia!


[Izrael 2]Od Wzgórz Golan po Tel Awiw - Jafo


Link 25.02.2009 :: 18:56 Komentuj (4)
Dziś pobieżnie, bo tutaj nie da się inaczej, odwiedzimy północny i środkowy Izrael. Bohaterką osobnego "odcinka" będzie Jerozolima, a w jeszcze kolejnym przeniesiemy się na gorące południe kraju.
Włóczyliśmy się po Izraelu wypożyczonym na lotnisku Ben Gurion samochodem (sieć Budget), to był jedyny sposób, by być niezależnym i w miarę solidnie zobaczyć różne regiony tego małego, lecz ciekawego kraju.Okazało się, że poruszanie się po Izraelu nie jest ani trudne, ani niebezpieczne - pod warunkiem przestrzegania pewnych zasad.

Wypożyczony samochodzik Hyundai Getz spisywał się na drogach i bezdrożach bardzo dobrze.

Znaki i tablice informacyjne nie zawsze ułatwiały poruszanie się, ale mieliśmy mapy i gps, choć jak się okazało, bez map Autonomii Palestyńskiej.

Alternatywny środek transportu

Spotykaliśmy i takie biblijne "pojazdy", również na drogach szybkiego ruchu.

Jezioro Galilejskie, zwane Genezaret. Za nim majaczą Wzgórza Golan. Nie należy tam zbaczać z szosy z uwagi na możliwość natknięcia się na miny.

Tyberiada, uzdrowisko nad jeziorem i jedno z czterech świętych miast żydowskich. Znajdują się tutaj groby żydowskich mędrców z XII wiecznym filozofem Mojżeszem Majmonidesem i rabbim Akibą Ben Josefem, którego Rzymianie obdarli żywcem ze skóry. Obecnie można tu spotkać zarówno ortodoksów, jak i hedonistów, których przyciągają gorące źródła, usytuowane na peryferiach miasta.

W tym samym jeziorze apostoł Piotr łowił ryby - dziś w Galilei masowo podawane są ryby św. Piotra, tilapie.

Ortodoksyjna elegantka na tyberiadzkiej ulicy.

W Tyberiadzie, jak w niemal całym kraju stare splata się z nowym, sąsiadują obok siebie różne religie.

Łagodne wzgórza Galilei.



Kolebka chrześcijaństwa, Nazaret, jest dziś hałaśliwą aglomeracją i największym arabskim miastem w Izraelu.



Kafr Kana, niewielkie arabskie miasteczko schowane wśród gajów oliwek i granatów.
Tu nastąpiła wg Ewangelii św. Jana przemiana wody w wino, o czym przypominają te gliniane naczynia.

Napisy w miastach, czy dzielnicach arabskich dla nas tylko ładnie wyglądają. Nie potrafimy odczytać ich znaczenia.







Pustynia Judzka kontrastuje z zielenią doliny Jordanu, pełną kwiatów, sadów cytrusowych i cedrowych gajów.



Domy przed wiekami wykute w skałach do dziś są zamieszkane.



Na horyzoncie majaczą palestyńskie miasteczka.


Wybraliśmy się do Autonomii Palestyńskiej. Palestyńscy żołnierze nie mają zbyt przyjaznych min na widok izraelskich numerów rejestracyjnych.
 
Po palestyńską flagą zmierzamy w kierunku Jerycha.

Jerycho widziane pobieżnie rozczarowuje. Wracamy do Izraela.

Warto zatrzymać się na trochę w Tel Awiwie i Jaffie.

Tel Awiw to kwintesencja nowoczesnego Izraela, miasto pulsujące energią przez całą dobę. Powstało zaledwie sto lat temu na wydmach na północ od Jaffy (Yafo). Tel po hebrajsku to wzgórze, Awiw- wiosna.

W Tel Awiwie spotykaliśmy chasydzkich misjonarzy. Mieszkańcy miasta nie lubią ich, krytykują za lenistwo i fanatyzm.

Tradycyjnie wypatrywałam rowerzystów, zawsze bliskich sercu.

Nocne życie.

Wichry znad pustyni zapyliły powietrze, za chwilę nadejdzie krótkotrwała silna burza. Ta arabska dziewczyna nic sobie z tego nie robi, ze stoickim spokojem siedzi na trawniku w huraganowych porywach wiatru. O czym myśli?

Jednym z niewielu islamskich akcentów w Tel Awiwie jest meczet Hasan-Beka, obecnie niemal wtopiony w nowoczesny biurowiec.

Cezanne, Chagall, Dali, Monet, Henri Moore, Auguste Rodin, Archipenko, Picasso, Klimt, Kadinsky, Gottlieb...prace ich i wielu innych znakomitości można zobaczyć w Tel Aviv Museum of Art 
Serdecznie polecam, należy na zwiedzanie zarezerwować sobie kilka godzin i ok. 40 szekli.

Wszędzie kuszą świeże miejscowe owoce i sok wyciskany z nich na oczach spragnionych.

Jeden z większych w Izraelu bazarów, Karmel. Można tam kupić wszystko. Na przykład pamiątki produkowane na masową skalę,

piękne, pachnące kwiaty wprost ze sztucznie nawodnionych (największym problemem w gospodarce rolnej Izraela jest permanentna susza) ogrodów.


Tel Awiw widziany z Jaffy.

Jaffa (hebr. piękne) jest teraz dzielnicą Tel Awiwu. Miasto liczy 4000 lat. Wg Biblii , kiedy Bóg rozgniewał się na grzesznych ludzi, sprowadził potop, by ich zgładzić i rozpocząć dzieło stworzenia od nowa. Gdy wody opadły, arka Noego osiadła na górze Ararat, a jego najmłodszy syn, Jafet znalazł ładne wzgórze nad zatoką i postanowił się tam osiedlić. Tak powstała Jaffa. Miasto zachowało wiele z biblijnego klimatu. Tutaj wyładowano sławne cedry libańskie, tu mieszkał przez pewien czas apostoł Piotr w domu grabarza Szymona. Ok. 3400 lat temu Jaffę zdobyli Egipcjanie. Później pojawił się tu Aleksander Wielki, Herod, Ryszard Lwie Serce, Napoleon i Turcy, na przemian niszcząc i budując. Współczesna Jaffa zachowała orientalny koloryt, mieszkańcami jej są imigranci z krajów Afryki Północnej i Europy Środkowej.

Stare zaułki w Jaffie.

Tutaj mieszkał św. Piotr.

Przy  niemal wszystkich drzwiach widnieją mezuzy

Miasta są mocno ukwiecone.

Jaffa słynie ze swojego pchlego targu, czynnego codziennie za wyjątkiem szabatu.

Pchli targ.

Buty modne w dzielnicy arabskiej.

Boczna uliczka.

Jak zwykle w śródziemnomorskich krajach spotykamy mnóstwo wypasionych kotów.

Sprawiedliwość musi być: są i psiaki.

Żegnamy się z Jaffą...

... czeka Jerozolima, zapraszam za kilka dni.


[Izrael 3] Złota Jerozolima


Link 02.03.2009 :: 08:30 Komentuj (0)
Jeruszalaim leży na wysokości ok. 770 m n.p.m. u podnóża i na zboczach Gór Judzkich, na południu wznoszą się wzgórza Hebronu, a na północy Betel. Dla chrześcijan, Żydów i muzułmanów to o wiele więcej niż tylko szacowne starożytne miasto. To centralny punkt, wokół którego ogniskują się dzieje świata, od początku (czaszka Adama pod górą Golgoty) aż po kres (Sąd Ostateczny w Dolinie Jozafata). Wg tradycji Jeruszalaim to miasto pokoju, ale ortodoksi znają jeszcze 70 innych nazw.
Kilka wrażeń - bo nie sposób pokazać wszystkiego - z tego niezapomnianego miasta.

Widok miasta z Góry Oliwnej.

Ogród Oliwny (Getsemani, Getsemane) to miejsce na
Górze Oliwnej, w którym Jezus przebywał na czuwaniu
modlitewnym razem z Apostołami, w wieczór przed pojmaniem.
Te drzewa oliwne mają ponad dwa tysiące lat i były świadkami tamtych wydarzeń.

Do  ogrodu Getsemani przylega kościół Wszystkich Narodów znany też jako kościół Konania, na zdjęciu charakterystyczne drzwi wejściowe.

Północna część Doliny Cedronu przechodzi w Dolinę Jozafata.

Największa żydowska nekropolia liczy ponad 250 tysięcy grobów.  Tutaj, w Dolinie Jozafata ma zacząć się wg starotestamentowej Księgi Joela Sąd Ostateczny.

Kopuła cerkwi Marii Magdaleny dobrze widoczna z Góry Oliwnej jest jednym z charakterystycznych złotych elementów Jerozolimy.

Mury, za którymi rozpościera się Stare Miasto.

Cytadela Dawida nie miała wiele wspólnego z biblijnym władcą, byla kluczowym punktem zbudowanego przez Sulejmana Wspaniałego systemu obronnego.

Brama Jaffy, najsłynniejsza z bram jerozolimskich po arabsku zwana Bramą Przyjaciela.

Arabeska na Bramie Jaffy.

Przed wejściem w pobliże najważniejszego miejsca żydowskiego świata, Ściany Płaczu, należny poddać się kontroli, jak na lotnisku. Dzielnica żydowska sąsiaduje z arabską, w przeszłości miały tu miejsce incydenty zbrojne.

Ściana Płaczu z perspektywy, Kopuła Skały i meczet Al Aksa.
Właściwa nazwa Ściany Płaczu to Mur Zachodni, jedyna pozostałość po
starożytnej budowli (obecnie na tym miejscu wznosi się Kopuła Skały i
meczet Al Aksa),  Żydzi używają nazwy Kotel. Świątynia, z której
pozostał ten mur była dla Żydów głównym i niepowtarzalnym miejscem
kultu - wszystkie inne miejsca modlitwy, w tym synagogi służą
odprawianiu nabożeństw, ale nie mają statusu świątyni, zarezerwowanego
tylko dla tego jedynego miejsca.

Rodzina zaraz się rozdzieli na moment - kobieca i męska strona Ściany Płaczu są rozdzielone przegrodą.

Strona męska.





Przygotowania do modlitwy.
 


Pod Ściana Płaczu odbywa uroczyste czytanie Tory, a młodzi tam przybywają na bar micwę i jej rocznice.





Jeśli chcesz wiedzieć, co oni robią, zerknij tutaj

Przegroda między męską a żeńską stroną Ściany Płaczu da się ominąć, gdy ktoś jeszcze nie jest mężczyzną, ani kobietą.

Spojrzenie...

Po modlitwie

Złota menora - jeden z kilku  symboli miasta

Najważniejsza świątynia chrześcijańska, Bazylika Grobu Świętego.

Stacja XII Via Dolorosa mieści się już w Bazylice, Śmierć Jezusa na Krzyżu. Jest to główny ołtarz na Golgocie. Miejsce kaźni zostało dokładnie oznaczone w czasach Konstantyna. Matka cesarza, św. Helena znalazła tutaj 14 września 326 r. relikwie Krzyża Świętego.

Wejście do dwupoziomowej kaplicy Golgoty - obudowanego wzgórza, na którym dokonało się Ukrzyżowanie.

Edykuł Grobu Świętego.

Tutaj pochowano podobno czaszkę Adama.

Ornamenty i mozaiki zdobiące Bazylikę Grobu Świętego.



Muzułmańscy strażnicy Bazyliki.
Bazylika Grobu Świętego należy do wielu kościołów chrześcijańskich, poszczególne kaplice rozdzielono pomiędzy katolików, prawosławnych, Ormian, Koptów, Etiopczyków i Syryjczyków. Aby nie dawać przywileju opieki nad najświętszymi miejscami chrześcijaństwa, opiekę nad świątynią powierzono muzułmanom. Klucze do świątyni przechowują od czasów Mameluków dwie rodziny, Judeh i Nuseiben. Siedziba straży, tzw. Muslim Guard mieści się zaraz za wejściem, obok schodów na Golgotę.

Złota Kopuła Skały wznosi się w centrum Wzgórza Świątynnego. Jest jednym z kilku symboli Jerozolimy. Tutaj Abraham złożył  ofiarę ze swojego syna i tutaj  znajduje się użyty przez Abrahama kamień ofiarny, który wg tradycji wyznacza środek świata, ma tędy przebiegać oś świata - axis mundi. Wg muzułmanów tutaj dusze oczekują na Sąd Ostateczny. Wg tradycji muzułmańskiej Mahomet miał odbyć podróż na skrzydlatym koniu al-Baraq z Arabii do Jerozolimy i tutaj właśnie  wylądował.

A to już współczesne uliczki starej Jerozolimy...


...i współcześni przechodnie.

"Apteka" przy Via Dolorosa cieszy się dużym powodzeniem.

Sprzedaż znajomych, choć nieco innych w kształcie i smaku, niż krakowskie, bajgli. O jedzeniu będzie więcej w innym odcinku.

Uczennice wracając ze szkoły mijają firmowy sklep - taka tez jest Jerozolima.

Pełno sklepów i sklepików...


i kawiarenka internetowa wśród straganów istniejących poza czasem.

Na szacownych jerozolimskich murach znajomy i miły sercu widok.

Zaułki, gdzie Czas się zatrzymał.



Puste, ciche uliczki.

Żegnamy złotą Jerozolimę. Na pewno tutaj wrócimy.

A to widok z murów na Wzgórze Oliwne, z którego fotografowany był pierwszy obrazek w tym wpisie.

Rzut oka na Betlejem, miasto obecnie palestyńskie, widziane z Jerozolimy.
Do zobaczenia w kolejnym izraelskich odcinku.




[Izrael 4] Nie samym duchem...


Link 02.03.2009 :: 19:13 Komentuj (3)
Jak zwykle podczas podróży staramy się jeść w różnych miejscach, o rozmaitym standardzie. Niezmienne jest to, że zawsze wybieramy kuchnię lokalną, charakterystyczną dla miejsca, w którym właśnie jesteśmy.

Nie inaczej było w Izraelu.Nie istnieje nic takiego jak danie typowo izraelskie — tak jak nie istnieje typowy Izraelczyk. Opisując kuchnię tego kraju położonego między Bliskim Wschodem a Morzem Śródziemnym, należałoby raczej mówić o syntezie Wschodu z Zachodem, dającej niezwykle interesujące rezultaty kulinarne. Informacja, że dana restauracja serwuje "dania orientalne” odnosi się do kuchni blisko-, a nie dalekowschodniej. "Żydami orientalnymi” określa się tu sefardyjczyków, czyli Żydów z Półwyspu Iberyjskiego, Włoch i krajów arabskich. Każda żydowska grupa etniczna — Żydzi przybyli z Maroka, Libii, Tunezji, Jemenu, ma ulubione potrawy i coś innego podaje na świąteczny stół. Dania te są zarazem podobne do siebie, jak i wyraźnie odmienne. Podstawowe przyprawy ziołowe i korzenne to kminek, świeża i suszona kolendra, mięta,czosnek, cebula, ostryż, czarny pieprz,niekiedy też kardamon i świeża zielona papryczka chili. Aromatu dodaje potrawom ciemna, gęsta oliwa.

Zarówno żydowskie, jak i arabskie posiłki zaczynają się w ten sam sposób — od zestawu pysznych sałatek.

Typowym daniem wstępnym jest hummus, czyli mielona ciecierzyca przyprawiona tahiną (pasta sezamowa), sokiem z cytryny, czosnkiem i kminkiem. Je się go nabierając na odłamane kawałki pieczywa.


Najpopularniejszym pieczywem jest niewątpliwie chleb pita, czyli płaski, okrągły bochenek, w który po rozcięciu go w jednym miejscu można wepchnąć mięso, frytki, falafel i w zasadzie wszystko, co da się zjeść. W wielu restauracjach do posiłku podają także Iafę, płaski chleb z Iraku, którym owija się kawałki potraw na talerzu, tworząc w ten sposób rodzaj kanapki. Szczególnie dużym wyborem pieczywa odznaczają się restauracje jemeńskie: mallawah to chrupiący smażony chlebek, pyszny, ale i kaloryczny, lahuh przypomina naleśnik, a jahnoon to zawijane ciasto pieczone na bardzo małym ogniu.

Śniadanie w koszernej restauracji w Jerozolimie. Zasady koszerności nie zezwalają  na łączenie podczas posiłku mięsa z mlekiem (w żadnej postaci). Wielu świeckich Żydów nie przestrzega tych zakazów i nakazów żywieniowych, a większość restauracji w Izraelu, zwłaszcza poza Jerozolimą, nie ma certyfikatu koszerności.

 Zdecydowanie warto skosztować tutejszych ryb, zwłaszcza w Tyberiadzie, Tel Awiwie, Jaffie i Eljacie.
Ryba św. Piotra (tilapia) w Tyberiadzie, jest zabijana i sprzedawana z zachowaniem koszeru.

Często zdarzało nam się jadać w restauracjach koszernych. Zasady koszerności (kaszrut) są niezwykle skomplikowane, ale w praktyce sprowadzają się do tego, ze nie wolno jeść pewnych zwierząt, w szczególności świń. Ponadto zwierzęta koszerne, takie jak krowy czy kury, muszą być zabijane w określony sposób (przez poderżnięcie gardła). Ich mięso nie może zawierać krwi, co często sprawia, że na przykład befsztyk wydaje się cokolwiek za suchy i pozbawiony smaku. Za „czyste” uważa się większość ryb, ale nie owoce morza (krewetki, homary, ośmiornice itp.). Poza hotelami wszystkie restauracje koszerne są zamknięte podczas żydowskich świąt religijnych iw szabat, to jest od zachodu słońca w piątek do zachodu słońca w sobotę.

Pstrąga, barweny, strzępiele i sławną rybę św. Piotra podaje się najczęściej smażone bądź z grilla, niekiedy z dodatkiem pikantnego sosu. W restauracjach arabskich pojawia się także harimeh — ostro przyprawiona gotowana ryba w apetycznym sosie z pomidorów, kminku i ostrej zielonej papryki - na zdjęciu.

Śledzie i oliwki na targu Karmel w Tel Awiwie.



Menu w eleganckiej telawiwskiej restauracji i w maleńkiej przydrożnej arabskiej knajpce na pustyni Negev. Tu i tam dla nas jednakowo czytelne :)

Wielkomiejska restauracja w Tel Awiwie...

...i tradycyjna jadłodajnia ortodoksów przybyłych  z Europy Wschodniej, być może z Polski w Bnei Braq... Jedzenie tu bylo zbliżone do wszelkich polskich "kuchni żydowskich".

...oraz arabska uliczna knajpka przy targowisku.

Jadąc przez pustynię nad Morze Martwe zboczyliśmy z drogi, zobaczywszy w oddali stadko wielbłądów. Trafiliśmy na malutką, beduińską osadę. zostaliśmy zaproszeni do namiotu, poczęstowani herbatą z miętą i malutką, mocną kawą z kardamonem, parzoną w tygielku na żywym ogniu.

Nasi przemili gospodarze - nieco dymu w powietrzu przesłania widok.

Wybór win dostępnych w Izraelu jest bardzo duży. W ciągu ostatnich kilkunastu lat pojawiło się sporo win wysokiej jakości, często bardzo przystępnych cenowo, pochodzących z kilkudziesięciu tutejszych winnic, dużych i małych. W sprzedaży jest też kilka lokalnych piw, zarówno butelkowanych. jak i lanych, oraz sporo piw importowanych — ale prawdziwi piwosze zapewne będą kręcić nosem. Powszechnie dostępne są także alkohole wysokoprocentowe rodzime i z importu. Tutejszą specjalnością jest arak, bardzo podobny do greckiego ouzo. Izraelczycy nie mają takich uprzedzeń do napojów wyskokowych, jak mieszkańcy ościennych krajów islamskich, ale w porównaniu z Europejczykami i Amerykanami spożywają go w stosunkowo małych ilościach. Osoby nadużywające alkoholu, czy choćby takie, od których go wyraźnie czuć, są bardzo źle postrzegane. Jeśli ktoś wypija dziennie trzy piwa, może zostać uznany za alkoholika. Barów i pubów jest mnóstwo, alkohol serwują też wszystkie restauracje i kawiarnie. Izraelczycy często potrafią przesiedzieć w lokalu całą noc nad jednym czy dwoma drinkami.

W większości izraelskich lokali koneserzy herbaty nie mogą liczyć na cokolwiek więcej niż zwykła herbata ekspresowa i filiżanka wrzątku + liście mięty. Ale kawę traktuje się tu bardzo poważnie. Największą popularnością cieszy się kawa bliskowschodnia (botz), beduińska (botz z dodatkiem heli, czyli  kardamonu), po turecku, wiedeńska (cafć ha fuch) oraz z ekspresu.

Znajome marki. Tutaj to po prostu jest kokakola, gdyż w hebrajskim piszemy tak, jak czytamy.

Typowe napoje arabskiej kuchni izraelskiej: mocna, posłodzona miodem lub brązowym cukrem kawa w szklaneczce, woda z liśćmi mięty i świeżo wyciskany sok z miejscowych cytrusów.

Kolacja tym razem arabska: do wyboru sziszlik (szaszłyk z jagnięciny albo wołowiny z jagnięcym tłuszczem), senija (wołowina albo jagnięcina w tahinie), faszerowany kurczak bądź gołąb, kotlety jagnięce albo ryba. W koszernej albo tradycyjnej muzułmańskiej restauracji nie należy się spodziewać wieprzowiny, której spożywanie jest zabronione przez obie religie. Do picia sok świeżo wyciśnięty z cytrusów.

A ta salatka już koszerna, losoś wędzony z jajkiem.

Po posiłku trudno nie skosztować jakiegoś deseru. W arabskich restauracjach może to być baklawa (ciasto posypane orzechami i polane słodkim syropem) albo inne słodkości, ewentualnie owoce. W typowej orientalnej restauracji żydowskiej najczęściej podaje się jakąś własną wersję budyniu z karmelem, mus czekoladowy albo piankę z ubitego białka polaną syropem czekoladowym i zwaną, nie wiedzieć czemu, kremem bawarskim. Do tego zwyczajowo zamawia się kawę po turecku albo herbatę z listkiem świeżej mięty. Kto pije te napoje bez cukru, zawczasu musi powiedzieć o tym kelnerowi, gdyż słodzenie odbywa się od razu w kuchni.

Czekoladowe fondue. Słodkości izraelskie są pyszne, ale niesamowicie, arabsko słodkie.

Raj dla amatorów chałwy: jest wszędzie dostępna, stosunkowo niedroga i w oszałamiającym wyborze.



Kiedy się zasłodzimy, należy wypić orzeźwiający sok. Świeży, wyciskany z miejscowych owoców na oczach klientów smakuje niepowtarzalnie. Tak wielkich i soczystych granatów, jak izraelskie, nie spotyka się w innych miejscach.

Na targu Machane Jehuda w Jerozolimie albo Karmel w Tel Awiwie można dostać zawrotu głowy na widok różnorodności owoców i warzyw: od jabłek po karczochy, od kalarepy po seler. Popularne są owoce strefy podzwrotnikowej: kiwi, mango, persymona (kaki), nieszpułki, marakuje,owoce fleszowca i papaje. W sezonie można dostać świeże daktyle, figi, granaty i największe truskawki na świecie.

Daktyle dojrzewają powoli...

...a tutaj już można je kupić świeże i slodziutkie.

Jadalne owoce opuncji figowej.
Miejscowe owoce, powszechnie znane awocado i cherimoya, która ma bardzo ciekawy słodki smak,  można go porównać z truskawkami.

Słodkie ziemniaki, bataty, są tu równie popularne, jak i te zwykłe.

W koszernych piekarniach można kupić znakomite pieczywo, zwyczajne, jak i słodkie, i napić się dobrej kawy.

...a na ulicznych stoiskach nieco odmienne w smaku i wyglądzie, lecz znane w Krakowie bajgle. Tu posypane duża iloscią pysznej czarnuszki lub ziarnem sezamu.

Arabskie słodkości, ufff...
W kolejnym odcinku pospalamy kalorie zwiedzając południe kraju.




[Izrael 5] Ucieczka na południe


Link 08.03.2009 :: 18:50 Komentuj (0)
Naszym "izraelskim" małym samochodzikiem pomknęliśmy na południe kraju.Krainy rozciągającej się nad Morzem Martwym nie sposób porównać z żadnym innym miejscem na kuli ziemskiej. Powierzchnia schodzi na głębokość kilkuset metrów poniżej poziomu morza, a wokół piętrzą się góry, strome i przepaściste, których wysokość względem poziomu morza ma wartość ujemną.Okolica jest pozornie bezludna.

Droga na południe.

Hm, wiemy już, ile jest km. ale dokąd?

Na tym zdjęciu nie widać stromizny - pustynia Negew jest górzysta,droga wije się ostrymi zakosami nad przepaściami, a Izraelczycy jeżdżą z południową fantazją - czego efekty można podziwiać w dole, w postaci wraków samochodów.

Kolejne rdzewiejące wraki, kolo Sodomy.

Widok jak zwykle miły sercu. Upał ponad trzydziestostopniowy, troszkę im współczuję, a troszkę zazdroszczę. Jednak nasze rowery zostały w Polsce...

Dla Negewu charakterystyczne są wadi, czyli doliny okresowych rzek. Lessowe gleby utworzyły w nich skorupę, która zapobiega wsiąkaniu wody w grunt. Podczas ulewnych deszczów wadi w ciągu kilku minut zamieniają się w koryta rwących rzek, zamykana wtedy jest krajowa droga nr 90 - my nia jechaliśmy bez przeszkód w upalny dzień. Nad  korytem wyschniętej rzeki zobaczyliśmy wielbłądy, zmierzające nim, niby drogą...

...i tak trafiliśmy na gospodarstwo mieszkańców pustyni.

Młodzi Beduini.Pod względem historycznym pustynia Negew nie należy do do Palestyny, ale do do Arabii, jako "kraj Beduinów". Na pustyni należy pamiętać o zasadach bezpieczeństwa, nie zbaczać z dróg, nie zbliżać się do obiektów militarnych. Nie stacjonują tutaj sympatyczni poborowi znani nam z ulic Jerozolimy, ale zawodowe oddziały, gotowe do natychmiastowego, bez wstępnych pytań, podjęcia akcji.

Pustynne gospodarstwo, dom kobiet, oddalony od męskiego namiotu. W męskim namiocie zostaliśmy serdecznie ugoszczeni, o czym w poprzednim odcinku.

Jedziemy dobrym asfaltem, już jesteśmy 100 m poniżej poziomu morza.

Kolejni mieszkańcy pustyni.

I mieszkanki - kobiety i mężczyźni tutaj trzymają się osobno.

Wyrastają z gliny i kamieni rośliny.

Czasem można spotkać kameleona...

...albo zobaczyć mięsożerny kaktus o imponujących kwiatach i wstrętnym zapachu padliny.

a w miejscu, gdzie uchowały się kałuże po zeszłotygodniowym deszczu pustynia zakwitła różowymi kwiatkami.

Sodoma. Opisana w Biblii historia miasta zniszczonego przez Boga za grzechy jego mieszkańców jest znana na całym świecie.Nie ma pewności, co do lokalizacji biblijnej Sodomy, wiadomo tylko, że leżała na południe od Morza Martwego, jednak na podstawie wykopalisk uznano, że leżała tutaj, na wielkim złożu soli.

Miejsce starożytnej Sodomy i suche koryto rzeki okresowej.

A to przydrożna reklama? Czego? Nie mamy pojęcia.

Odpoczynek przydrożny w upale męskiej części arabskiej rodziny. Kobiety zapewne zostały w domu.

Jesteśmy już poniżej 400 m pod poziomem morza i widzimy wielkie, słone jezioro - Morze Martwe, srebrzące się od wysychającej soli. Granica lustra wod wyznacza najniższy dostępny człowiekowi punkt na Ziemi, -418 m i nadal się obniża. Średnie zasolenie wody wynosi 26%. Zbiornik wciąż się zmniejsza, co przyspieszyło wykorzystanie przez Izrael i Jordanię (widoczna na drugim brzegu) wód rzeki Jordan do nawadniania pól. Zgodnie z nazwą nie ma tu życia organicznego, są natomiast zloza soli szacowane na 43 miliardy ton. Jest to niepowtarzalne miejsce, z powietrzem najmocniej na Ziemi nasycone tlenem i solą, latem upalne, a zima przyjemnie cieple (w lutym +30 stopni), można tutaj się opalac bez narażenia na poparzenia słoneczne, bowiem sól tworzy naturalny filtr.

Ein Bokek na pustkowiu nad Morzem Martwym prezentuje się dość osobliwie. U stóp wysokich, surowych urwisk wyrasta grupa hotelowych wieżowców, centra handlowe, bankomaty, agencje turystyczne. Zaraz za zadbanymi chodnikami lub nieustannie zraszanymi trawnikami rozciąga się bezludna surowa pustynia z ponurymi rdzawymi skałami. Temperatura tutaj od września do kwietnia przekracza 30 stopni, od maja do sierpnia 40, należy być przygotowanym na ekstremalne warunki pogodowe.

Wybrzeże Morza skrzy się solnymi kryształkami.

tak wyglądają z bliska.

Jedyne rośliny tutaj to słonorośla.

Kąpiel jest dozwolona jedynie w wyznaczonych miejscach z uwagi na grząskie, nierówne  dno, które "wciąga" jak bagno. Wbrew obiegowym opiniom można w tym morzu utonąć, bo łatwo jest zachłysnąć się słoną wodą, dziesięciokrotnie więcej w niej soli, niż w wodzie oceanów.

Plaża. Sól osiada na wszystkim, co wystaje z wody.

Dobroczynne czarne błotko mineralne, które w innych rejonach świata kupuje się za ciężkie pieniądze.

Zdrowotna kąpiel arabskiej rodziny. Czarne błoto należy po kilkunastu minutach spłukać podczas kąpieli w oleistej solance, a później spłukać się słodką wodą pod natryskiem. Podobno tutaj regularnie zaopatrywała się w bloto piękna królowa Kleopatra, wysylając wyprawy po"kosmetyki" nad Morze Martwe.

Spłukiwanie slodką wodą jest obowiązkowe. Jeśli tego nie zrobimy, na skórze pojawią się po wyschnięciu wody drapiące krysztalki soli, stanie się bardzo sucha i szeleszcząca. Początkowo po pierwszym zanurzeniu dloni w Morzu Martwym popełnilam ten błąd.

Medytacja nad wodą.

Taniec na plaży.

Poziom wody bezustannie i szybko obniża się, o czym świadczy ta łódka cumująca na solnisku.

Masada, ruiny starożytnego miasta.

Ein Gedi to duża oaza nad pustyni nad Morzem Martwym, z licznymi źródłami i jaskiniami, jest też tutaj kibuc o tej samej nazwie i uzdrowisko, a także stanowisko archeologów i wykopaliska prehistorycznych pozostalości. Dookoła rozciąga się bezludna okolica, ta oaza stanowi kolorowy kontrast. zatrzymalismy się tu na trochę.







Widok kwiatów w oazie sprawia nam radośc po wielogodzinnym zapatrzeniu w brązy i ugry pustyni.

Są i ptaki w rodzaju naszych wróbli, lecz większe i bardziej puszyste



...i nawet czaple.

W oddali Góry Judzkie. Zalesianie odbywa się podobnie, jak u nas, równymi rzędami, tylko drzewostan neico inny.

Wypożyczone "izraelskie" małe autko solidnie woziło nas po rozmaitych drogach i bezdrożach. W kolejnym i ostatnim izraelskim odcinku zawiezie nas do miasta ortodoksyjnych Żydów.


[Izrael 6, odcinek ostatni] Sztetł


Link 15.03.2009 :: 08:25 Komentuj (0)
Mówiąc o sztetł myślimy o miasteczkach, przywołanych w prozie Singera, Szaloma Asza, czy Stryjkowskiego. Tam życie  ludzi zamieszkujących wąskie ulice, pracujących w  sklepikach, czy przydomowych warsztatach  toczyło się wokół synagogi, domu nauki, mykwy,chederu, czy kirkutu. Czas płynął wolno, jeśli w ogóle, a przestrzeń była wypełniona postaciami fantastycznymi, zaczerpniętymi z folkloru żydowskiego - demonami, chochlikami, diabłami, dybukami, pojawiali się też  wśród mieszkańców biblijni prorocy, a dramaty ludzi nabierały wymiaru uniwersalnego. Sztetl utrwalony w literaturze był miejscem odseparowanym od świata zewnętrznego, jego mieszkańcy wzbraniali się przed przekroczeniem granic miasteczka, bowiem jedynie tutaj królował spokój, bezpieczeństwo i ład moralny.
Nie ma już tych miasteczek, pisał Antoni Słonimski.
A jednak :)

Przylegające od wschodu do Tel Awiwu miasto Bnei Brak (Bene Beraq) to miasto ultraortodoksyjnych Żydów
, haredim i chasydów. Bnei Brak nie przypomina innych miast w Izraelu, jest to swoista enklawa, w której obowiązują specyficzne reguły.

Wąska, niezbyt zadbana uliczka miasteczka.

Mieszkańcy Bnei Brak noszą stare nazwiska z Europy Środkowej: Aronowicz, Meir, Soroka, Kahaneman...

Cohen, Leibkowitz, czy Zborowsky.


Podstawowym obowiązkiem każdego ortodoksyjnego Żyda jest studiowanie Tory, rozpoczynające się w dzieciństwie i trwające aż do śmierci, a najzdolniejsi mieszkańcy sztetła kończą studia w jesziwie.

Ci ludzie przybyli do Bnei Brak z Argentyny. Są nieliczni wśród posługujących się językiem jidysz przybyszy z Europy Środkowej.

Turyści wybierający się do Bnei Brak powinni jak najmniej rzucać się w oczy. Kobiety muszą mieć długą spódnicę i zasłonięte ciało, najlepiej wraz z włosami, jeśli nie chcą narazić się  na jawnie okazywaną niechęć mieszkańców miasta. Aparat fotograficzny najlepiej mieć w ukryciu.

W Bnei Brak jest największa w Izraelu gęstość zaludnienia, wynosi 21 tys. osób/km2. Wyjaśnienie tego fenomenu jest proste: główną funkcją rodziny ortodoksyjnych Żydów jest wielodzietność.

Idealna kobieta jest doskonałą
gospodynią, dbającą o przestrzeganie wszystkich zasad koszerności
żydowskiego domu, oddaną matką, dla której wykształcenie synów i
korzystne wydanie za mąż córek to cel najważniejszy, gotowa jest do
prowadzenia gospodarstwa i pracy zarobkowej dla męża pragnącego w pełni
oddać się studiowaniu Tory. Kobieta to filar miasteczkowej egzystencji,
strażniczka wszystkich przykazań i praw.

Toteż kobiety wykazywały najwięcej niechęci, a nawet agresji widząc fotografujących (w swoim mniemaniu dyskretnie) intruzów.

Bnei Brak jest największym ośrodkiem ortodoksji żydowskiej w Izraelu, wg danych urzędowych aż 98% mieszkańców tego miasta głosuje na partie religijne. Sklepy podlegają nadzorowi rabinicznemu, a sprzedawane  w nich towary są koszerne. Przestrzegane ściśle są wszystkie zakazy szabasowe, w sobotę ruch kołowy zamiera (ulice zamknięte też dla potencjalnych turystów, których tu w ogóle nie spotkaliśmy), wszystkie placówki usługowe są na głucho zamknięte.

W Bnei Brak rezydują wielcy rabbiowie ortodoksów: Aaron Lejb Shteinman, Szmul Wizner, Chaim Kaniowski, Michel Jehuda Lefkowitz, nie brakuje też chasydzkich cadyków i ich zwolenników.

Bnei Brak szczyci się najdłuższą średnią długości życia w kraju.

Jest tu mnóstwo sklepów z perukami - szanujące się ortodoksyjne Żydówki w każdym wieku nigdy nie wychodzą z domu bez nakrycia głowy.

Jest to jedyne izraelskie miasto, gdzie na ulicy słychać głównie język jidysz, zamiast oficjalnego hebrajskiego. Przodkowie mieszkańców pochodzą m.in. z Lublina, Dęblina, Aleksandrowa Łódzkiego, Kojdanowa, Przemyślan, Radzynia Podlaskiego, Strykowa, Słonimia, Stryja i innych miast i miasteczek polskich kresów.

"Pogotowie ratunkowe", czyli szybki dojazd lekarza do chorego.

Cyklista...

...i kierowca wielkiej ciężarówki.

Typowy dla środkowoeuropejskiego sztetła mały sklepik z wszystkim...

...i inny z płytami.

A to wiekowy sprzedawca w swoim sklepie z przedmiotami religijnymi i rytualnymi.

Mnóstwo mężczyzn coś czyta, wykorzystując do tego każdą mniej lub bardziej sposobną okazję.

Studenci pobliskiej jesziwy.

Żegnamy się z tym frapującym, niespotykanym już gdzieś indziej miejscem...

...i z Izraelem. W dole są widoczne plaże Tel Awiwu...

...i obłoczki nad Morzem Śródziemnym.
Szalom!


[Wielkopolska] Z ogródeczka i zza płota...


Link 05.04.2009 :: 20:19 Komentuj (2)
...czyli pierwsze podrygi wiosny, o czym dobitnie przekonują

 bociany, które wróciły do starego gniazda na slupie.
Jak zwykle podwójne kliknięcie pozwoli obejrzeć zdjęcia w oryginalnym rozmiarze.

Budkę na  płocie zajęły bogatki

i transportują do niej budulec.

Na sośnie szpaki są gotowe do działań.



Zaloty trwają od świtu do nocy. Samica wybiera miejsce na gniazdo,

a samiec obserwuje okolicę.

Już w domku.

W ogrodzie zakwitły przylaszczki. Przyjechały z Krakowa i przypominają niebieskie kobierce z Doliny Prądnika.

Wierzbowe bazie pachną miodem i wabią roje owadów.

Słychać wielkie brzęczenie.








Transport.

Krymskie cebulice syberyjskie.





Złoty pył.

Z tej łapki rozwiną się liście.

Róża przetrwała zimę mimo braku chochołka.

A to jakieś drobne chwaściki, których pełno jest w ogrodzie. Niech sobie żyją.

Kowal bezskrzydły (Pyrrhocoris apterus) - owad z rzędu pluskwiaków o długości ok. 1 cm. Na odwłoku charakterystyczny czerwono-czarny wzór. U kowali bezskrzydłych występuje zjawisko polimorfizmu objawiające się silnym uwstecznieniem tylnych skrzydeł u części osobników. Pospolity w Polsce, często pojawia się w dużych gromadach u podstawy pni drzew liściastych, szczególnie lipy.
Pełno tego w ogrodzie.

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
Historia o Kowalach
Jechał Kowal na Kowalu
jakby koral na koralu.
Całowali się bez granic,
grozę świata mieli za nic.
Zajechali w cienie świerka,
kędy wróbel głośno ćwierka,
zajechali drogę kurze
i na białym siedli murze,
wpadli w gniazdo młodych Pliszek,
którym właśnie zbrakło Liszek,
siedli chłopcu na rękawie
i patrzyli nań ciekawie,
zajechali ponad wodę,
weszli w nią jak krowy w szkodę
i topili się bez żalu
 mały koral na koralu...
i ginęli bez ratunku
w nieprzerwanym pocałunku.
- Patrząc już od dłuższej chwili,
aniołowie zazdrościli
martwili się, i bali
że Kowale zginą w fali, -
Zszedł więc Cherub w wielkiej chwale,
porwał w niebo dwa Kowale.

Schodzimy z obłoków na ziemię.





A ten kto?
Był kowal, teraz pora na naszego znajomego gangstera z karmnika, kowalika. Zobaczymy, co u niego słychać.

Kowalik lata zadziwiająco szybko. W tym roku para kowalików zasiedliła dziuplę wykutą przez dzięcioła w starej brzozie.

Kowaliki mają wiele niezwykłych cech. To jedyne ptaki, które umieją chodzić po pniu głową w dół, czego nie potrafią nawet dzięcioły.


Kowaliki opanowały sztukę zamurowywania zbyt szerokich otworów wejściowych do dziupli, dzięki czemu ich lęgi są bezpieczne, nie włoży tam łapy kuna, ani kot. Jako materiału do murowania używają gliny i iłu, zmieszanego ze śliną. "Nasz" kowalik właśnie to robi.
Glinę nosi w dziobie z brzegu pobliskiego jeziora. W ślad za nim wyjrzyjmy za płot.

Sarna w kolorze pni i podszycia przygląda się zza sosny. Czy myśli, że jej nie widać?

Wciąż jeszcze kwitną podbiały.

Bobry w nocy nie próżnowały.

Pływa samotna krzyżówka.

Jest spokojnie, rześko i wiosennie.
Czego i Wam życzę z okazji Świąt.



(Rumunia1)Sapanta, czyli pogodny błękit


Link 01.05.2009 :: 00:00 Komentuj (2)
Wielkanocna, kwietniowa włóczęga po Rumunii.
Wjeżdżamy do niej w Satu Mate i zaczynamy od niezwykłego Maramureszu.

Cmentarze. Granica między światem żywych i umarłych, z natury jest miejscem smutnym. Inaczej jest na cmentarzu w Sapanta (poczytaj tutaj) w Maramureszu. Jest usytuowany w środku wioski, pełen nasyconych kolorów z dominującym ciemnym błękitem i tętni życiem. Zmarli zajęci są swoimi codziennymi sprawami, przy których możemy ich podglądać podobnie, jak ludzi z drugiej strony bramy. Po śmierci zajmują się dokładnie tym, czym zajmowali się za życia.





Radość emanuje nie tylko z kolorowych, nasyconych pigmentem płaskorzeźb. Zmarłym są poświęcone epitafia, które opowiadają w pogodny, czasem dowcipny, czy złośliwie pobłażliwy sposób o doczesnej codzienności.



Na większości kobiecych nagrobków można zobaczyć panie przy
kołowrotkach. Tkanie wełnianych koców i dywanów było i wciąż jest
popularnym w Maramureszu zajęciem. Płoty w Sapancie obwieszone są
przeznaczonymi na sprzedaż pledami.



Byłem dobrym komunistą
Pracowałem dla ludzi.

Tu ja spoczywam
Pop Teodor się nazywam
Drogie mi były owce
Ich mleko i wiosny z nimi
Z pełnych wiader mleka
Wyrabiałem ser
Jedli wszyscy kto miał życzenie\Drogie mi były owce liczne
Wyruszyłbym z nimi w góry
Lecz życie mnie opuściło w 75.








 Urodziłam sześć córek które dorosły
 Jedno dziecko przyszło za późno
 I nie zdążyłam go wychować.

Pracowałem i bawiłem się bez przerwy

Cieszyłem się młodością


Pustymi butelkami

I tańcem dookoła nich

Dopóki byłem krzepki,

 Robiłem
duże pieniądze


Teraz odpoczywam tutaj

I nie potrzebuję żadnej fortuny.




Tu ja spoczywam
Ion Stan się nazywam
Byłem policjantem
Tu i w Braszowie
Byłem dobrym policjantem
Teraz was pozdrawiam i salutuję
bo więcej się już nie zobaczymy
Świat opuściłem w 68 roku życia.



Z tej i tamtej strony.



Dziewczyna odświętnie ubrana czeka, by ją w trzecim roku życia przejechał samochód z Sibiu.



Teraz patrz
Ale nie obawiaj się
Wkrótce do nas dołączysz
Gdy żyłem byłem wysoki na sześć stóp
Teraz nie żyję i nie ma cudu
 Jestem dokładnie sześć stóp pod ziemią


Po obu stronach muru życie wygląda podobnie.









Jeszcze zajrzymy do gościnnego, łagodnego Maramureszu.


A na razie: dobranoc.



[Rumunia 2]Nad targiem wyrasta przejasny monastyr


Link 05.05.2009 :: 00:00 Komentuj (0)
Rumuńskie monastyry.
Drewniane i kamienne, ascetyczne i malowane. Bogate i biedne.
Sławne i zapomniane.
Odwiedzone podczas prawosławnej Wielkiej Nocy.
Jeśli ktoś ciekawy historii, podpis rozwija opis.



Surdesti Maramuresz



Barsana, Maramuresz

Voronet Bukowina





Voronet w błękitach, Bukowina

Manasteira Humorului









Manasteira Humorului , Bukowina.





Bukowina

Mołdawia (rumuńska).







Curtea de Arges









Alba Iulia, Transylwania.

Monastyr Cozia Woloszczyzna











Cozia  i jego mieszkańcy.

Pora się pożegnać.


[Rumunia 3] Cyganie i inni...


Link 10.05.2009 :: 00:00 Komentuj (0)
...czyli dalsze wrażenia z wielkanocnej Rumunii.





Charakterystyczna dla Maramureszu drewniana architektura. Zachowana autentycznie, jak i życzliwość ludzi.

Wędrujące od domu do domu Cyganki.

Cygańska wioska.

Wieś bogatych Cyganów...

...i rezydencja najbogatszych.

Maramuresz słynie z rękodzieła, szczególnie z wełnianych kilimów.

Charakterystyczne słomkowe czapeczki, po których możemy poznać mieszkańców Maramureszu...

...i ''plecaki" z łyka.

Każda brama jest misternie rzeźbiona.

Jak zawsze najprzyjemniej jest włóczyć się z dala od tłumów ludzi i zbierać wrażenia, których nie znajdziemy w przewodnikach. Zagubiona drewniana cerkiewka między Bukowiną a Mołdawią.

Duchowni też mają swoje doczesne gospodarstwa.



Różne są środki lokomocji...

...i transportu.



Przy każdym mołdawskim domu jest ozdobna studnia.

Młodzi Mołdawianie są dumni ze swojej tradycji.



Ciekawie jest patrzeć na drogę - może coś się wydarzy?



Na każdym kroku widać, że Rumunia to kraj pasterski.

Wielkanocny baranek.

Transylwania, Rasznow.



Częsty obrazek na rumuńskich drogach. Zwierzęta chodzą samopas,



Trafiamy na cygański jarmark w miasteczku zagubionym wśród gór.

Stary ogrodnik podarował nam sadzonki mięty, które teraz rosną w wielkopolskim ogródku.

W wielu wsiach i miasteczkach spotykamy żydowskie cmentarze. Nikt ich nie demoluje, wtapiają się w gospodarstwa. Niekiedy wywołuje to dziwne wrażenie.



Drum bun, czyli dobrej drogi. Te życzenia przydają się szczególnie w Rumunii.



Litwa drewniana i murowana


Link 18.06.2009 :: 09:30 Komentuj (0)
Czyli kilkudniowy wyjazd w drugim tygodniu czerwca, z zahaczeniem o Łotwę. Jak zawsze preferowane boczne drogi.



Issa jest czarna, o leniwym prądzie, szczelnie obrosła łoziną, jej powierzchnia jest ledwie widoczna pod liśćmi lilii wodnych, wije się po łąkach, a pola, rozłożone na łagodnych zboczach po obu jej stronach, mają glebę urodzajną
("Dolina Issy")
Niewiaża, czyli Issa  pod Kiejdanami.

Wioski litewskie i łotewskie są podobne do siebie. Powojenna szarość starego drewna i eternitu robi z daleka smutne wrażenie. Ale bywają i domy kolorowe, misternie rzeźbione.

Obserwatorzy.

Typowy obrazek dla Europy Wschodniej. Podobne widzieliśmy na Ukrainie, Słowacji, w Mołdawii.

Uliczka w Kiejdanach.

Synagoga w Kiejdanach stoi przy jednym z siedmiu rynków.

Tajemniczy dom w Kiejdanach. Czy ktoś wie, co za historia z nim się wiąże?



Ślady przeszłości w sennych i wyludnionych obecnie Kiejdanach.

Takie stare domy zawsze działają na wyobraźnię. Kto tutaj mieszkał? Jaki sklepik był na rogu?

Remont cerkiewnej wieży.

Popas gdzieś w łotewskiej wiosce.





Birże, miasto z drewna.

Takie autobusy nadal kursują.

Jezioro Szyrwena, nad którym leżą Birże.

Zagubione wśród lasów żmudzkie miasteczko.



Resztki dawnej świetności.

Wilno, dzielnica Zarzecze na '"drugim" brzegu Wilenki.

Mostek na Wilence, na którym...

...wszyscy chętnie zatrzymują się.

Pełni optymizmu nowożeńcy wieszają na balustradzie kłódki na znak łączącej ich nierozerwalnej więzi.



Wileńskie zakamarki.


Wileńskie dziewczyny, które...

może teraz nie myślą, że Czas potrafi być bezlitosny.

Mimo tłumów ludzi na głównych trasach turystycznych zaułki są puste

i dla nas najciekawsze, niezależnie, czy...

zadbane, czy przeciwnie.

Troki.

Ulica w Kownie.


Góra Krzyży blisko łotewskiej granicy.

Spokojny, szeroko rozlany Niemen towarzyszy nam w deszczowej drodze powrotnej.


[Litwa] Nie samym duchem...


Link 18.06.2009 :: 23:00 Komentuj (0)
Kilka charakterystycznych litewskich potraw.

Kwas chlebowy.
Trudno wybrać z kilkudziesięciu rodzajów. Najlepszy był lany z beczki.

Solianka. Gęsta, zawiesista, pikantna. Ta akurat była rybna.

Pielmieni z grzybami i z mięsem.

Z wołowiną i z rybą, gotowane i pieczone, polane gęstą śmietaną i posypane koperkiem.

Ceppeliny z mięsnym nadzieniem.

Karaimskie kibiny z mięsem.

Karaimski pieróg z baraniną, pikantny i bardzo smaczny.

Ciastka z najsłynniejszej wileńskiej cukierni w dawnej dzielnicy żydowskiej.


[Mazury] Jeziora i samochody...


Link 01.07.2009 :: 19:56 Komentuj (2)
czyli okolice Mikołajek w czerwcowy, przedłużony weekend.



A w Mikołajkach na wodzie tłumy...

...ale troszkę dalej cisza i spokój.

Kto zgadnie, dlaczego ta woda jest czerwona?

Pola między Mikołajkami a Rynem.

Spokojne (na razie!) mazurskie boczne drogi pod niskim, ciężkim niebem. Zbliżamy się do Grabówki.

Grabówka, pierwszy odcinek specjalny 66 Rajdu Polski. Niestety, już bez Sebastiena Loeba, który miał przed chwilą wypadek.

Jak pocisk mknie nasz faworyt, Mikko Hirvonen.



Szwedzi przyjechali kibicować swojemu rodakowi.

Mazurskie szutry.



Na odcinku dojazdowym trzymamy się Novikowa.



Przez wieś przejeżdża Hołowczyc.





Samochody rajdowe pędzą, a obok trwa spokojne życie.



Chłopiec opiekuje się malutkim cielaczkiem.


Na Śniardwach cisza, zmącona tylko pluskaniem wody

i ptasimi głosami.




Na zimowe dni...


Link 27.08.2009 :: 09:30 Komentuj (0)
Trzeba się nacieszyć zielenią, bo w zimie zatęsknimy za nią...


Dachy z trawy w szwedzkiej wiosce, dla nas bezimiennej.

Dom, czy szopka zagubiona nad wodą gdzieś w Smalandii.

Bluszcz zarasta czeski dom w czeskim miasteczku Mikulov, przy granicy z Austrią.

Wracamy na własne podwórko.

Splątany gąszcz traw, chwastów, zielska i bodiaków
buzuje w ogniu popołudnia. Huczy rojowiskiem much popołudniowa drzemka
ogrodu. Złote ściernisko krzyczy w słońcu, jak ruda szarańcza; w
rzęsistym deszczu ognia wrzeszczą świerszcze; strąki nasion eksplodują
cicho, jak koniki polne.
(Bruno Schulz, Sklepy cynamonowe - Sierpień)













Przedmiejskie domki tonęły wraz z oknami, zapadnięte w
bujnym i zagmatwanym kwitnieniu małych ogródków. Zapomniane przez wielki
dzień, pleniły się bujnie i cicho wszelkie ziela, kwiaty i chwasty, rade z
tej pauzy, którą prześnić mogły za marginesem czasu, na rubieżach
nieskończonego dnia. Ogromny słonecznik, wydźwignięty na potężnej
łodydze i chory na elephantiasis, czekał w żółtej żałobie ostatnich,
smutnych dni żywota, uginając się pod przerostem potwornej korpulencji. Ale
naiwne przedmiejskie dzwonki i perkalikowe, niewybredne kwiatuszki stały
bezradne w swych nakrochmalonych, różowych i białych koszulkach, bez
zrozumienia dla wielkiej tragedii słonecznika.

(Bruno Schulz, sklepy cynamonowe - Sierpień).








Cyganki...


Link 08.09.2009 :: 08:37 Komentuj (0)
...spotkane we wschodniej Słowacji.
Chwila rozmowy i jedziemy dalej. One zostają w swoim miasteczku. Jak żyją? Jaka je czeka przyszłość?
Chwila zastanowienia się i ulotna myśl o tych dziewczynkach ginie w natłoku kolejnych wrażeń.


Ci wszyscy ludzie, którzy poszli precz
Z naszego życia,
Z naszego życia,
To także nasza rzecz, nie tylko ich to rzecz,
To stawka winy nie do przebicia.
Ci wszyscy ludzie, których kazał minąć
Nasz pośpiech nagły,
Nasz pośpiech nagły
Nieodwracalnie z pamięci naszej giną
I całych światów kształt odchodzi w diabły.

[Jacek Kaczmarski]


Czytając Brodskiego


Link 27.10.2009 :: 13:15 Komentuj (3)
Słona bryza wieje w porywach od strony przylądka. Głos
przechodząc w falset, na nitkę sensu nawleka słowa.
[...]
Gdzieś Morze Śródzimowe trąca ogryzki kolumnad,
jak słony język, który zza zębów wybitych wyłazi.
Serce, chociaż zdziczałe, wciąż jeszcze bije za dwoje,
w ciało się kryjąc jak bażant w bruzdę lub mysz pod miotłę.
Za dniem dzisiejszym jutro nieruchomo stoi,
jak orzeczenie stoi za podmiotem.

Josif Brodski

Część mowy
przekład Stanisław Barańczak





























Sedno tkwi nie w jesieni, nie w rysach twarzy stale
zmiennych jak zwierz biegnący na myśliwego, ale
rzecz jest w odczuciach pędzla po zerwaniu z obrazem
bez początku i końcu, ram i środka zarazem.
Nie mówiąc o muzeum, a tym bardziej o haku.
Pociąg mnie po równinie, gwiżdżąc zawsze jednako,
nawet widziany z bliska, bez poprawki na dym,
z punktu widzenia pejzażu ruch jest konieczny w nim.
To się tyczy jesieni, odnosi się do czasu,
gdy gasisz papierosa i kiedy drzewa z lasów
wydają się torami, które zrzuciły koła
i rdzą się pokrywają wszystkie drzewa w zespołach.
A w gardle już nie grudka, lecz najprawdziwszy jeż,
bowiem na pełnym morzu lepiej nie poznasz też
sylwetek samolotów, statków gubiących nimby
i mogłyby się wydać dziwne w przestrzeni, nim by
zwiększyły prędkość. Miała rację znajoma: co by
zrozumiał starożytny Rzymianin z naszej doby
gdyby się teraz zbudził? Obłok, gołębie, wzgórze,
płaską wodę lub jakiś detal w architekturze,
ale już żadnej twarzy. Niektórzy chcą dlatego
wyjeżdżać za granicę. Nie znajdując innego
życia spieszą z powrotem.

   Josif Brodski
   przekład Katarzyna Krzyżewska







Stawy Milickie


Link 01.11.2009 :: 18:42 Komentuj (2)
Listopad wcale nie musi być smutny.
Zapraszam na włóczęgę wokół Stawów Milickich .  O tej porze roku jest tam cicho, nie licząc ptasich głosów, pusto i kolorowo.
Jak zwykle dwuklik powiększa zdjęcia.





Brzozy udekorowane kormoranami.



Czaple siwe.

Łabędzie.

















Tym razem grzyb, nie ptak. Kania.



 Gajówka zbudowana w XIX z muru pruskiego w Rudzie Milickiej.

Nad Stawami zatrzymał się czas.







Na razie tyle.
 Na pewno jeszcze niejeden raz i o różnych porach roku wrócimy nad Stawy Milickie.


[Wielkopolska] Niedzielne zbliżenia


Link 15.11.2009 :: 19:04 Komentuj (0)
prowincjonalnej Wielkopolski, w żółtych płomieniach liści...

...brzoza dopala się ślicznie...
Listopadowe słońce świeci wiosennie i ptasi świergot też nie brzmi listopadowo.



Pod dachem starego dworu w Żabnie mieszka banda wróbli.

Drewniany kościół św. Jakuba w Żabnie z roku 1789 o rzadkiej konstrukcji sumikowo -łątkowej

ŻAbno, ruiny spalonego domu. Może szkoły?

Liście na dębach trzymają się jeszcze mocno.

Rosa nie tyle poranna, ile przedpołudniowa.

Ostatnia kania w tym roku?

Jakieś maleńkie kosmate listki przepychają się z leśnymi mchami.

Na rozległych polach zostały pojedyncze kolby kukurydzy, już nadjedzone przez ptaki, czy zwierzaki.
Startuje ozimina.

Soczewki z kropli rosy na liściu dębu.

Owoce dzikiej róży.
Ktoś twierdzi, że listopad jest ponury?

Czaple patrolują teren stawu, z którego juz spuszczono na zimę wodę.

Karpie już wszystkie po wyroku, nie doczekają się kolędy.

Wśród ptaków wielkie poruszenie,

Ci odlatują,

ci zostają.


Na łące stoją, jak na scenie.
[...]

Do następnego razu!

Italikiem cytuję fragmenty tekstu Agnieszki Osieckiej.


[okolice Konina] Śladami przeszłości


Link 23.11.2009 :: 12:10 Komentuj (0)

Chełmno nad Nerem.Macewy odzyskane po nieistniejącym kirkucie w Turku tworzą lapidarium, stworzone dzięki staraniu rodzin zrzeszonych w Towarzystwie Turkowian w Izraelu.







Macewa rabina Pinkasa Węgrowa z rozbudowaną sceną w naczółku.



Mimo końca listopada na terenie obozu wciąż kwitną wrzosy.
Pierwszy na ziemiach Polski niemiecki obóz masowej zagłady Żydów, Chełmno nad Nerem
Warto kliknąć i poczytać.



Ściana Pamięci.



Kazimierz Biskupi. Tutaj Niemcy zabili gazem spalinowym ok.3 tys Żydów z tzw. Kraju Warty, przewiezionych z getta w Zagórowie.




Słupca. W synagodze zbudowanej w połowie XIX w. obecnie są mieszkania.

Sompolno. Pamięć przeszłości przechowują detale, jak ten charakterystyczny balkon...

...czy bramy.


Polamane macewy przed synagogą w Sompolnie.

Piękna synagoga pochodzi z 1910 r., zbudowano ją na miejscu starej drewnianej bożnicy.

Sompolno, ulica Piotrkowska, dawniej Żydowska.

Stary dom w Strzałkowie.

i uliczka w Strzałkowie.




Iberyjskie Boże Narodzenie


Link 31.12.2009 :: 00:00 Komentuj (0)
Zanim zabiorę się do relacji z grudniowo-styczniowej podróży po
południowo-zachodnich rubieżach Europy, pokażę kilka świątecznych
migawek z tamtych rejonów. Nochebuena
(wieczór wigilijny) jest najważniejszym momentem obchodów Bożego
Narodzenia. Rodziny spotykają się wieczorem przy wspólnym posiłku przed
pójściem na pasterkę zwaną misa del gallo (msza koguta). W okresie Bożego Narodzenia można zobaczyć wiele szopek (belenes). W Portugalii spożywa się wówczas bacalbau,
czyli suszonego solonego dorsza. Boże Narodzenie w tych krajach wygląda
o wiele skromniej, niż u nas: nie widać tłumów w sklepach, nachalnych
świecidełek i dekoracji w niemieckim guście na domach, za to widać na
placach miast, rondach i ulicach liczne, skromne szopki najczęściej w
stonowanych barwach ziemi i figury nawiązujące do wydarzeń w Betlejem.



Świąteczne wilczomlecze zdobią Sewillę.





Imponująca katedra w Sewilli, a szopka tam taka skromniutka.



Katedra w Sewilli, dzwonnica.



A to już północna Portugalia, "szopka" na rondzie w niewielkim miasteczku opodal Bragancy.



Tam, gdzie nie rosną choinki radzą sobie, jak mogą. Portugalia, Algarve.



A to wystawa Benettona w hiszpańskiej Rondzie. Pięknie położone miasteczko, do odwiedzin którego zapraszam za kilka dni.



Choinka na wystawie sklepu w Evorze, południowa Portugalia.



Choinka z plastikowych butelek "pet" w Cacela Velha, malutkiej spokojnej miejscowości na brzegu oceanu.











Szopki iberyjskie są skromne i starają się przenieść widza w realia sprzed 2010 lat.



Niemal każdego domu pilnuje patron, uwieczniony na azulejos. O nich w kolejnym wpisie.



Boas Festas!

 Język portugalski jest dla nas bardzo trudny i nie myślcie sobie, że
jeśli jakoś dogadujecie się po hiszpańsku, to po portugalsku też
pójdzie łatwo.















Portugalia, Alentejo. Na stromym wzgórzu wznosi się twierdza
Evoramonte. Niemal wymarłe średniowieczne miasteczko sprawia wrażenie,
jakby już nigdy nie miało się odrodzić. Nie docierają tu turyści, a
spowite w porannej mgle postaci z papier-mache potęgują poczucie
odrealnienia.

W jednym z białych średniowiecznych domów tego miasteczka w maju 1826
r. została podpisana ugoda kończąca tzw. wojnę dwóch braci między
liberalnym Piotrem IV, a zwolennikiem absolutyzmu Miguelem. Wg legendy
negocjacje trwały tak długo, że uczestnikom pozostał jedynie czerstwy
chleb do jedzenia. Aby łatwiej było go przełknąć, zanurzali go w wodzie
z solą, czosnkiem, oliwą i kolendrą. Właśnie w ten sposób powstała
słynna zupa açorda alentejana. Kulinaria iberyjskie będą w osobnym wpisie.











Skromniutka szopka w katedrze w Evorze.







Święci hiszpańscy są pięknie ubrani w przeważnie aksamitne szaty, a twarze mają pełne wyrazu.







Ten Mikołaj siedzi na dachu w Sagres, najbardziej na południowy zachód wysuniętym miejscu Europy.



Mikołaje robią, co mogą. Są dość amerykańskie, więc pod palmami czują się dobrze.



A ten przyjechał na drewnianym rowerku.



Wilczomlecze, czyli tzw. gwiazdy betlejemskie rosną sobie w ogródkach i pod płotami.



Dobrego roku!



A w kolejnych wpisach, za kilka dni, zapraszam na wspólną wędrówkę na
kraniec Europy, rzut oka na Maroko, podelektowanie się iberyjską
kuchnią, powłóczenie po drogach i bezdrożach, odwiedziny w rezerwatach
przyrodniczych i starych miasteczkach, itd.



Sao Vincente.

Até já!

Załóż bloga

Archiwum

2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
2007

Linki
Kirkuty polskie
Sztetl
Mezuzy
Nepomuki
Leszek Andzel - rowerem po świecie

Księga gości


Napisz do mnie.




Nakarm głodne dziecko 
- wejdź na stronę www.Pajacyk.pl

http://www.nigdywiecej.org

Creative Commons License
Wszystkie zdjęcia na tej stronie są dostępne na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 2.5 Polska.

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl