Wczesnym rankiem wsiedliśmy w Tarifie na katamaran do Tangeru, by zwiedzić miasto, którego początki giną w mrokach dziejów;  podobno zostało założone przez Fenicjan w XV w.p.n.e. Wierzono, że gdzieś w pobliżu leżał ogród Hesperyd, w którym rosły złote jabłka Hery, ślubny dar Gai. To właśnie tam Herkules uśmiercił giganta Anteusza i z wdową Tinge spłodził dziecko o imieniu Sophax. Dzięki tej opowieści nie ma wątpliwości co do genezy pierwotnego brzmienia nazwy miasta – Tingi.

W półmilionowym Tangerze każdy, poczynając od pucybuta, usiłuje się czegoś dorobić, a ponieważ dla drobnych handlowców główną klientelą są turyści, zwłaszcza przybysze z Europy, na gości poluje prawdziwa armia naganiaczy.

Jeszcze niedawno miasto było stolicą podejrzanych interesów i rajem dla szmuglerów, specjalistów od prania brudnych pieniędzy, handlarzy walutą, przemytników broni, prostytutek i stręczycieli, którzy stanowili część ludności miejscowej i napływowej. Od czasu, gdy Tanger (Tánjah) wcielono do niepodległego Maroka, stracił wiele ze swoich atrakcji. Rząd Hassana II bardzo zaniedbywał miasto. Obecnie, obok lawinowo rozwijającego się handlu narkotykami (ze znacznym udziałem kokainowych baronów z Ameryki Południowej), wzrasta przemyt ludzi.



Spróbujemy poznać odrobinę lokalnego kolorytu tego miasta.

W porcie czekał na nas sympatyczny, jak się później okazało, przewodnik, który pokazał nam miasto. Zwiedzaliśmy je wraz z parą miłych Hiszpanów, poznanych na katamaranie.

Pakujemy się do wygodnego busika, którym zostaniemy obwiezieni po Tangerze. Przy lusterku oczywiście wersety Koranu.

Apteka.

Wielu ludzi ma wyraziste i nieprzystępne  twarze.

Coca cola wszędzie obecna.

U nas już zapomniane budki telefoniczne, w Tangerze cieszą się na tyle dużym powodzeniem, ze ustawiają się do nich kolejki.

Derwisz?

Drób i króliki widujemy w wielu sklepikach.

Powrót z zakupów.

Męska dyskusja.

Elegantka i kolejka do budki telefonicznej.

Taksówki są tam niebieskie.

Jak wszędzie, poszliśmy zobaczyć na targ. Arabskie suki są głośne, mienią się kolorami, przenikają się wzajemnie zapachy produktów, a sprzedawcy ciągną nas do swoich sklepików i kramów.

:)

Plony z własnych sadów. Ceny owoców i bakalii są bardzo niskie, a produkty świeże i pachnące.

Targowe uliczki są pełne tajemniczych postaci.

"Atrakcja" dla turystów, czyli przejażdżka na wielbłądzie.

Jak wszędzie, chłopcy godzinami przesiadują przed sklepikiem, spędzając czas na swoich naradach...

... i obserwowaniu otoczenia...



... co im nie minie po latach.

Znane nam z Hiszpanii azulejos.

W Tangerze wszędzie widać mnóstwo policjantów, bacznie obserwujących otoczenie.


Wesoły sprzedawca pamiątek i różnych dziwnych rzeczy.

Ruch uliczny.

Ta dziewczynka ma uśmiech pełen ufności. Dorośli mieszkańcy Tangeru raczej nie.

Najbardziej popularny środek lokomocji...

... to motorek.

Chodzimy po suku, napawając się widokami i zapachami. Najświeższe warzywa sprzedają kobiety w słomkowych...

...przypominających abażury kapeluszach i kolorowych strojach. Są bardzo
malownicze, ale nie fotografuję ich z bliska, nie lubią tego.

Największy meczet Tangeru.

Berber.

Tanie, pachnące świeże orzechy i migdały  czekają na kupców...

...podobnie owoce.

Przewodnik zachęca nas do odwiedzenia na suku sklepu z pamiątkami, którego, jak przypuszczam, właścicielem jest jego znajomy.

Wyroby są precyzyjne i ładne, zastanawiamy się, czy kupować jakieś "pamiątki".

Meczet Hassana II.

Ławeczka pod meczetem jest dobrym punktem obserwacyjnym.

Kolejny policjant bacznie nas obserwuje.

Niektóre pamiątki są jak wszędzie tandetne i po prostu brzydkie.

Uliczna rozmowa.

Sprzedaż kozich serków odbywa się wprost z liścia palmy i z chodnika.

Kolejny sklepik, do którego zaprowadził nas przewodnik. Tutaj sa rzeczywiście piękne dywany i kilimy berberyjskie...

...a właściciel intensywnie zachęca do kupowania, prezentując delikatne, miękkie wyroby.

A tu dla odmiany uliczna sprzedaż mandarynek wprost z wózka.

Sklepik z pięknym , berberyjskim srebrem. Niektóre stare wyroby są kute ręcznie, masywne i niespotykane już w naszych czasach.

Zastanawiałam się, jak wyglądało Maroko w czasach młodości tego przechodnia.
Tymczasem kończy się dzień i nasz pobyt w Tangerze. Postanawiamy wrócić do Maroka, bardziej poznać ten kraj, a tymczasem wsiadamy na katamaran, którym wrócimy do Hiszpanii.

Tanger widziany z wody.

Ostatni rzut oka na Maroko.

Name:

Komentarze:

10.02.2010, 07:47 :: ownlog.com
bajarka
Na pewno, Siostro. I koniecznie Portugalii, spodoba Ci się, szczególnie górskie wioski, gdzie czas stanął i czeka na nie wiem, co :*

09.02.2010, 22:03 :: 212.244.115.33
Siostra
Bajeczne i zmysłowe... Mam nadzieję, że posmakuję tego wszystkiego już za parę miesięcy :)