Jedno oko na Maroko - Tanger


Link 07.02.2010 :: 18:32 Komentuj (2)
Wczesnym rankiem wsiedliśmy w Tarifie na katamaran do Tangeru, by zwiedzić miasto, którego początki giną w mrokach dziejów;  podobno zostało założone przez Fenicjan w XV w.p.n.e. Wierzono, że gdzieś w pobliżu leżał ogród Hesperyd, w którym rosły złote jabłka Hery, ślubny dar Gai. To właśnie tam Herkules uśmiercił giganta Anteusza i z wdową Tinge spłodził dziecko o imieniu Sophax. Dzięki tej opowieści nie ma wątpliwości co do genezy pierwotnego brzmienia nazwy miasta – Tingi.

W półmilionowym Tangerze każdy, poczynając od pucybuta, usiłuje się czegoś dorobić, a ponieważ dla drobnych handlowców główną klientelą są turyści, zwłaszcza przybysze z Europy, na gości poluje prawdziwa armia naganiaczy.

Jeszcze niedawno miasto było stolicą podejrzanych interesów i rajem dla szmuglerów, specjalistów od prania brudnych pieniędzy, handlarzy walutą, przemytników broni, prostytutek i stręczycieli, którzy stanowili część ludności miejscowej i napływowej. Od czasu, gdy Tanger (Tánjah) wcielono do niepodległego Maroka, stracił wiele ze swoich atrakcji. Rząd Hassana II bardzo zaniedbywał miasto. Obecnie, obok lawinowo rozwijającego się handlu narkotykami (ze znacznym udziałem kokainowych baronów z Ameryki Południowej), wzrasta przemyt ludzi.



Spróbujemy poznać odrobinę lokalnego kolorytu tego miasta.

W porcie czekał na nas sympatyczny, jak się później okazało, przewodnik, który pokazał nam miasto. Zwiedzaliśmy je wraz z parą miłych Hiszpanów, poznanych na katamaranie.

Pakujemy się do wygodnego busika, którym zostaniemy obwiezieni po Tangerze. Przy lusterku oczywiście wersety Koranu.

Apteka.

Wielu ludzi ma wyraziste i nieprzystępne  twarze.

Coca cola wszędzie obecna.

U nas już zapomniane budki telefoniczne, w Tangerze cieszą się na tyle dużym powodzeniem, ze ustawiają się do nich kolejki.

Derwisz?

Drób i króliki widujemy w wielu sklepikach.

Powrót z zakupów.

Męska dyskusja.

Elegantka i kolejka do budki telefonicznej.

Taksówki są tam niebieskie.

Jak wszędzie, poszliśmy zobaczyć na targ. Arabskie suki są głośne, mienią się kolorami, przenikają się wzajemnie zapachy produktów, a sprzedawcy ciągną nas do swoich sklepików i kramów.

:)

Plony z własnych sadów. Ceny owoców i bakalii są bardzo niskie, a produkty świeże i pachnące.

Targowe uliczki są pełne tajemniczych postaci.

"Atrakcja" dla turystów, czyli przejażdżka na wielbłądzie.

Jak wszędzie, chłopcy godzinami przesiadują przed sklepikiem, spędzając czas na swoich naradach...

... i obserwowaniu otoczenia...



... co im nie minie po latach.

Znane nam z Hiszpanii azulejos.

W Tangerze wszędzie widać mnóstwo policjantów, bacznie obserwujących otoczenie.


Wesoły sprzedawca pamiątek i różnych dziwnych rzeczy.

Ruch uliczny.

Ta dziewczynka ma uśmiech pełen ufności. Dorośli mieszkańcy Tangeru raczej nie.

Najbardziej popularny środek lokomocji...

... to motorek.

Chodzimy po suku, napawając się widokami i zapachami. Najświeższe warzywa sprzedają kobiety w słomkowych...

...przypominających abażury kapeluszach i kolorowych strojach. Są bardzo
malownicze, ale nie fotografuję ich z bliska, nie lubią tego.

Największy meczet Tangeru.

Berber.

Tanie, pachnące świeże orzechy i migdały  czekają na kupców...

...podobnie owoce.

Przewodnik zachęca nas do odwiedzenia na suku sklepu z pamiątkami, którego, jak przypuszczam, właścicielem jest jego znajomy.

Wyroby są precyzyjne i ładne, zastanawiamy się, czy kupować jakieś "pamiątki".

Meczet Hassana II.

Ławeczka pod meczetem jest dobrym punktem obserwacyjnym.

Kolejny policjant bacznie nas obserwuje.

Niektóre pamiątki są jak wszędzie tandetne i po prostu brzydkie.

Uliczna rozmowa.

Sprzedaż kozich serków odbywa się wprost z liścia palmy i z chodnika.

Kolejny sklepik, do którego zaprowadził nas przewodnik. Tutaj sa rzeczywiście piękne dywany i kilimy berberyjskie...

...a właściciel intensywnie zachęca do kupowania, prezentując delikatne, miękkie wyroby.

A tu dla odmiany uliczna sprzedaż mandarynek wprost z wózka.

Sklepik z pięknym , berberyjskim srebrem. Niektóre stare wyroby są kute ręcznie, masywne i niespotykane już w naszych czasach.

Zastanawiałam się, jak wyglądało Maroko w czasach młodości tego przechodnia.
Tymczasem kończy się dzień i nasz pobyt w Tangerze. Postanawiamy wrócić do Maroka, bardziej poznać ten kraj, a tymczasem wsiadamy na katamaran, którym wrócimy do Hiszpanii.

Tanger widziany z wody.

Ostatni rzut oka na Maroko.



Załóż bloga

Archiwum

2018
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007

Linki
Kirkuty polskie
Sztetl
Mezuzy
Nepomuki
Leszek Andzel - rowerem po świecie

Księga gości


Napisz do mnie.




Nakarm głodne dziecko 
- wejdź na stronę www.Pajacyk.pl

http://www.nigdywiecej.org

Creative Commons License
Wszystkie zdjęcia na tej stronie są dostępne na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 2.5 Polska.

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl