Grecja wita!

Wjeżdżamy od strony Albanii, po jej zwiedzeniu. Grecja wita chmurami, pięknem przyrody i surowym górskim klimatem - w upalnej Albanii zdążyliśmy zapomnieć, że to dopiero wczesna wiosna.


Zmierzamy w kierunku Olimpu.

Święta góra.

U podnóża gór kolorowe kobierce (pierwszy raz to oklepane określenie odzwierciedla mi to, co rzeczywiście jest) anemonów i innych górskich kwiatów, które u nas najwyżej mozna spotkać w ogrodach.

Zachwycam sie anemonami, robiąc im mnóstwo zdjęć.

Kosaćce, też dzikie - i przepiękne. Pachną słodko i rześko zarazem.

Pustynniki.

Drogi wiją sie wokół szczytów gór.

Codzienne wiejskie życie.

Zwierzaki przydpmowe - wszystko mnie dziwi i zaskakuje.

Ślady starożytnego miasta pod Olimpem.

Jak zawsze i wszędzie nie omijam cerkwi, ich nastrój i atmosfera robią w tych greckich górach ogromne wrażenie.













Cerkwi wiele, ale nastrój w nich taki sam -powagi, skupienia i duchowości.



A to znów górskie dzikie kwiatki, szafirki.



W głębi górskiego lasu natykamy się na ruiny starodawnej cerkwi Dionizosa. No tak, to Grecja.



Majestatyczny ośnieżony masyw Olimpu.

Rwą górskie potoki, przeciskając się między dzikimi platanami.



Morze Jońskie.

Po chłodzie gór można wygrzać się na plaży, jak te muszelki i jeżowce.

Rybacy pracują.



Rozłożone na noc sieci.

Tyle zachodów, tyle wschodów słońca już było... Ten nad Morzem Jońskim.

Mkniemy dalej...
Name:

Komentarze: