Trochę zdjęć z ukraińskiej włóczęgi. Różne drogi, pogody, krajobrazy.

Kilka obrazków z drogi przez Ukrainę i Mołdawię.

 Zahaczyliśmy też o dziwaczną Republikę Naddniestrzańską.

Naddniestrze nie jest uznawane przez żaden kraj, jednak ma własne służby(?) graniczne(?), groźnych wąsatych mundurowych, własne przepustki, bo nie maja prawa wbijać pieczątek do paszportów. I własną biedę.

Wstępu do naddniestrzańskiej biedy broni rachityczna barierka. I mundurowi w wielkich czapach.
Drogi bywały takie...

...takie...

...i owakie.



Izmaił, mijanka autobusów.


Wołga, wołga.

Pobieda. Na drogach widzieliśmy mnóstwo ciekawostek dla miłośników starych samochodów. Ale nie tylko. Samochody konkurowały z zabiedzonymi końmi, wypasionymi osiołkami, smętnymi mułami.




Prawie każdy pojazd miał swoje tablice rejestracyjne.




Domy ocieplane sianem.

... czy kryte strzechą. Najczęściej malowane na błękitno, charakterystyczna barwa dla ukraińskich wsi.

Huculszczyzna i Mołdawia to krainy ozdobnych studzien. Stoją koło każdego domu, a nierzadko i w szczerym polu. Przy okazji widać ukraiński czarnoziem.Ta ziemia jest rzeczywiście całkiem czarna.

Przy każdej studni jest kubek dla spragnionego wędrowca. Dla pewności przywiązany łańcuchem lub sznurkiem.

Buduje się mnóstwo nowych cerkwi, restauruje stare.








Doświadczyliśmy różnych przygód w podróży. Zdarzało się, że na drodze pojawiały się przeszkody.


Dzieci jak wszędzie są przyjaźnie zaciekawione obcymi.

I odrobina przydrożnego Hitchcocka:

Poza sielskimi widokami widzieliśmy miasta. Słynne potiomkinowskie schody w Odessie

nieco rozczarowują, jak i zaniedbane miasto. Można znaleźć ciekawe zaułki, postaram się pokazać kilka odeskich zdjęć w osobnym wpisie.

Króluje szarość. Barwa eternitu i betonu.
Miasta to głownie bloki. Brudne, odrapane i zakratowane z obawy przed zlodziejami>


Kiszyniów. Widok pasących się koni i krów w miastach już nas przestał dziwić.
Jednak wciąż wywołują emocje bezdomne, głodne psy, których jest wszędzie pełno.



Przygnębiające wrażenie potęgowały zrujnowane wsie.

Wrażenie absurdu sprawiały liczne umajone plastikowymi wieńcami kwiatów "pomniki" czołgów i pojazdów wojskowych.

Katiusza.
A tymczasem w przydrożnym lesie zakwitły piękne intensywnie niebieskie kwiatki



Ktoś spytał, co najbardziej podobało mi się na Ukrainie. Trudno odpowiedzieć.
Piękne są tam rzeki...

Sulina, jedna z potężnych odnóg Dunaju.

Dniestr.

Ogromny, zamglony Dniepr, w dali widoczny Chersoń.

Nad Dnieprem kwitnie handel. Rewelacyjne wędzone, suszone i świeże ryby, "ikra" (kawior), wina
domowej produkcji.
 

Przerwa na zakupy, jedziemy dalej.

Dojechaliśmy na Krym, o nim będą kolejne wpisy.

Nie tylko drogi i krajobrazy były rozmaite, pogoda również zmieniała się wraz z kilometrami.




Name:

Komentarze:

11.04.2008, 21:29 :: ownlog.com
bajarka
I są. I kawior, tani i świeży. Postaram się zrobić osobny wpis na temat ukraińskiego jedzenia i picia, o ile czasu starczy. Pozdrawiam!

11.04.2008, 20:53 :: 87.207.10.172
ludek
O, te ryby wygladaja smacznie!